czwartek, 13 października 2016

Polar m600, TomTom Runner 2 i Garmin 610 - pomiar tętna i gps.

Gadżeciara! Tak to ja! Uwielbiam nowinki techniczne, a najbardziej uwielbiam takie, które ułatwiają mi życie i oczywiście dają dużo frajdy! Jak pewnie dobrze wiecie swoje bieganie zaczynałam z endomondo na telefonie. Kolejnym krokiem było kupno Garmina 610. Do którego mam taki sentyment, że nadal go mam podczas gdy wszystko co używałam w międzyczasie po prostu sprzedałam. Garmin 610 nigdy mnie nie zawiódł, ale noszenie pasa do pomiaru tętna irytowało mnie i to bardzo. Nie jest to opcja zbyt wygodna niestety a i często obciera. Postanowiłam pójść za ciosem i zakupiłam mierzącego tętno z nadgarstka Garmina 225. Rozwiązanie to sprawdzało się owszem, ale niestety nie przy bardzo niskich temperaturach. Poza tym niezbyt dobrze przylegał do mojego kościstego nadgarstka. Niestety szybko okazała się dla mnie niewystarczający ponieważ nie posiadał opcji multisport.

Kolejnym wyborem był TomTom Runner 2. Zegarek dzięki uprzejmości kolegi www.uzaleznionyodruchu.pl Macieja, nabyłam za okazyjną cenę. Przyznam, że zamiana Garmina na TomToma nie była łatwa. Działanie zegarka na całkowicie innej zasadzie. W moim odczuciu mniej intuicyjne niestety. Ale jak już opanowałam działanie dziwnego, poczwórnego przycisku ;) to każdy trening stał się czystą przyjemnością. TomTom nigdy mnie nie zawiódł. GPS łapał zawsze (no może raz mu się zdarzyło olać mnie całkowicie), tętno mierzył dość dokładnie, a przynajmniej jak dla mnie informatycznie wystarczająco. Był pewien moment kiedy to mój telefon zaktualizował się do Androida 6, czego TomTom nie ogarnął i przez długi czas nie było opcji aby połączył się z telefonem. Ale dzielnie (jak na mnie) tolerowałam tą niedogodność.
I zasadniczo TomTom by mi w zupełności wystarczył, gdyby nie moja ciekawość!


Dlaczego sięgnęłam po zegarek Polar M600?

TomToma nosiłam na co dzień, jak standardowy zegarek. Lecz gdy trafiłam na prezentację Polara M600, od razu wiedziałam, że to jest to, co zadowoli mnie w zupełności. SmartWatch połączony z zegarkiem treningowym! To jest to! Stwierdziłam, że skoro noszę zegarek treningowy na co dzień to niech się przyda jeszcze do czegoś. A do czego? I tutaj jest właśnie powód dlaczego stałam się szczęśliwą posiadaczką tego małego (no dobra jest dość duży) cudeńka. W to, że będzie się spisywał treningowo nie wątpiłam. Nie jestem zbytnio wymagająca w tym temacie. Wystarczy, że gps działa na dobrym poziomie, mierzy tętno z nadgarstka (do paska już nigdy nie wrócę), ma opcję multisport (rower, aerobic i bieganie, więcej nie potrzebuję), oraz jest łatwy w obsłudze. Natomiast skoro jak już wspomniałam mam go używać również jak tradycyjnego zegarka to niech dodatkowo ułatwi mi komunikację gdy zasadniczo w pracy jest to dość utrudnione ;). I wiecie co? Za to go po prostu uwielbiam! Wysyłanie smsa gadając do zegarka może i wygląda dziwnie ale działa i jest mega fajne! :D.

Po tym jakże długim wstępie przechodzę do rzeczy. TomTom co prawda już ma nowego właściciela, ale zdążyłam jeszcze zabawić się w "eksperta - porównywacza" co mi wyszło jako tako i mam dla Was porównanie pomiaru tętna. Nie jest ono zrobione jakoś super profesjonalnie i raczej daje ogólny obraz. Mnie natomiast wystarczył do zaspokojenia ciekawości i może Wam też coś podpowie.

Na pierwszy ogień poszedł trening na dywanie z Ewką Ch. Jako, że chciałam porównać odczyty pomiaru tętna z trzech zegarków, na Garminie musiałam włączyć bieganie, natomiast Tomka i Polara ustawiłam na siłownię (TomTom) i aerobic (Polar). Jak się pewnie domyślacie Polar i TomTom mierzył puls z nadgarstka a Garmin za pomocą pasa hrm.


Od samego początku oba pomiary nadgarstkowe pokazywały właściwie te same wartości (różnica momentami sięgała maksymalnie 5 bpm).

W czasie treningu obserwując oba wskazania, TomTom pokazywał wyższe wartości niż Polar, natomiast w momencie odpoczynku wartości praktycznie za każdym razem się zrównywały. Garmina nie obserwowałam gdyż spokojnie leżał na parapecie na zmianę łapiąc i gubiąc fixa.





Po zakończonym treningu zegarki nadal były zgodne.



Średnie tętno  - Polar 128 bpm, TomTom 127 bpm, Garmin - tego nie widać ale wskazał również 128 bpm. Wykresy wrzucam z kilku serwisów zgodnie z podpisami. O ile wykresy z Tomka i Polara prezentuję również dzięki Stravie to niestety z Garminem już tak łatwo nie było. Informatykiem nie jestem niestety, więc pokazuję to co udało mi się w miarę zweryfikować.
Garmin z Garmin Connect

Polar z PolarFlow

TomTom z MySport


Jak widać wykresy są prawie identyczne aczkolwiek zdziwiło mnie to, że pomiar za pomocą paska od Garmina kilka razy pokazał zero. Oczekiwałam takich wskazań raczej przy pomiarze nadgarstkowym. A tu taka niespodzianka. Mimo wszystko pomiary nie różnią się zbytnio! Na prawdę uważam, że z poziomu amatora takiego jak ja, nie mam podstaw czepiać się minimalnych różnic.
A teraz wykresy Polara i TomToma wrzucone do Stravy.

Polar - Strava
TomTom - Strava
Testu nie mogłam zakończyć nie sprawdzając jak to wygląda przy okazji biegania! I jeszcze tego samego dnia wieczorem poszłam pobiegać uzbrojona w trzy monitory pracy serca. Postanowiłam wpleść w bieg po mieście również bieg po bieżni i sprawdzić jak spiszą się owe zegarki przy okazji wykonania kilku przebieżek. I tutaj moi drodzy niestety porównać Wam mogę jedynie Tomka i Polara bo najwidoczniej Garmin nie wytrzymał napięcia związanego z bezpośrednią konkurencją i tuż przed wbiegnięciem na bieżnię po prostu się rozładował! Oba pomiary prezentuję po imporcie do Stravy.
TomTom
TomTom
 Polar
Polar
I znowu pomiary niemal identyczne. Na moje oko TomTom troszkę słabiej poradził sobie z pomiarem tętna podczas przebieżek po bieżni. Widać to dość wyraźnie niestety. Może to wynikać oczywiście ze sposobu interpretacji danych, aczkolwiek pomiar Polara przekonuje mnie bardziej.

Natomiast jeśli chodzi o dokładność odwzorowania trasy to nie trudno zauważyć, że TomTom spisał się na medal! Praktycznie idealne pokrycie z mapą! Brawo! Polar wypadł nieco gorzej, aczkolwiek dramatu nie ma. Najsłabiej - Garmin, ale to może wynikać z danego modelu, możliwe, że nowsze wersje radzą sobie z tym lepiej. Nie wiem, wnikać nie będę.

Polar

TomTom
I na koniec dzięki pomocy kolegi Wojtka (dzięki!!! :*) porównanie trzech zapisów tras:
żółty - Garmin
Fioletowy - Polar
Zielony - TomTom 




I to by było na tyle jeśli chodzi o porównania amatora ;). Dziękuję za uwagę i mam nadzieję, że przyda się Wam taka wiedza ;). Mnie w zupełności wystarcza i wiem już na pewno, że pasek hrm może jest dokładniejszy (w co jednak zaczynam wątpić bo jak widać u mnie się to nie sprawdziło), to fakt, że jest niewygodny, obciera i ( co potwierdził ów kolega Wojtek) przesuwa się, a nawet ląduje w pasie.  zdecydowanie przekonuje mnie do pomiaru z nadgarstka. Dodam jeszcze, że owe pomiary biegowe zrobione były przy mało sprzyjającej pogodzie - deszcz, wiatr i chłód. Jednakże pokuszę się o jeszcze jeden test porównawczy jak nas już zima nawiedzi. A tym czasem ja odpoczywam a Wy? Biegacie coś? :D

Miłego dnia ( i nocy)! :)

Wieczór testowego biegu plus komisja nadzorująca :).





wtorek, 20 września 2016

Jesień z Lidlem - nowa oferta Crivit

Hej hej wracam dziś z pracy i co ja patrzę! Prezent od św. Mikołaja?? No prawie... bo z Lidla :). Za dwa dni będzie nowa oferta w sklepach i walka jak o ostatnią kromkę chleba, więc szybko spieszę z info na temat mojego pierwszego wrażenia. W ręce wpadły mi buty, spodnie, bluza a może to kurtka? Prócz tego jeszcze rękawiczki i opaska.


Zacznę od butów.
Jeśli będziecie się zastanawiać nad rozmiarem, to weźcie ten, który wybieracie przy zakupie normalnych butów, w sensie nie do biegania. Przykładowo na co dzień noszę 37, te do biegania mam 38,5, nowe buty Crivit - 37. Jasne? :)
Co a propos samych butów? Prócz tego, że zapach ich powala to w pierwszym kontakcie robią wrażenie topornych i ciężkich. Po założeniu już jest o wiele lepiej, a o niebo lepiej od tych terenowych chyba sprzed roku ;). Generalnie but ma się sprawdzić w typową jesienną pogodę więc jest dość zabudowany i sztywny z grubym językiem. Czy to dobrze? W chodzeniu wydają się być wygodne i są dość ładne, serio! Poza tym co bardzo ważne, mają odblaski! Brawo! Bieżnik jaki jest widać na zdjęciu. Myślę, że w lesie, na błocie spisze się całkiem dobrze.
Kiedy to piszę buty mam cały czas na nogach i są na prawdę wygodne, o ile kurtkę musiałam ściągnąć po pięciu minutach (z przegrzania) to z butami takiego odczucia nie ma.




Dobra idziemy dalej w kierunku ku górze :).
Legginsy - o matko czarne? No takie dostałam, ale to i może lepiej bo ileż można w kolorowych gaciach biegać? Wiem można cały czas ;). W ofercie będą też kolorowe. Ale do rzeczy - rzecz ta ma być ocieplana bo i tak została nazwana. I owszem legginsy z lewej strony mają cieplejszy plusz ;). Nie wiem jak to się nazywa ale wiecie o co chodzi :). Rozbawił mnie pas oraz wykończenie nogawek - tu już plusz na całego, obawiam się, że jak mi się brzuszek spoci to paseczek będzie mokrutki i nie odprowadzi wilgoci, ale co tam! Ważne, że trzyma się dobrze i jest szansa, że nie będę gaci co chwilę podczas biegania podciągać! Poza tym gacie jak gacie. Aha ja mam rozmiar S i są dla mnie idealne a jestem dość niska (154 cm), więc obawiam się, że dla osoby wysokiej będą za krótkie.
Patrzę na stronie Lidl i widzę, że kosztować będą 35 zł! Ludzie brać! Warto!





Czas na odzież wierzchnią górną. Kurtka softshell. Już myślałam, że będzie masakra gdy zobaczyłam to pikowanie na przodzie. Ja to raczej się przegrzewam niż marznę, więc miałam obawy, że raczej do biegania to mi nie posłuży. Ale odetchnęłam z ulgą gdy zobaczyłam, że bluza  - sorry kurtka, jest dość cienka jak na softshell. Właśnie bym ją raczej bluzą nazwała. Generalnie nie ma co dużo pisać. Jest ok i jest ciepła ale nie gruba i dość lekka. Brakuje Ci takiej w czeluściach szafy? Bierz! Nie mam się do czego przyczepić choć bardzo chciałam. O dobra może do koloru bo taki jakiś bury bleee.



I na koniec rękawiczki i opaska. Odblaski są, chronić przed ciepłem będą więc chyba to tyle w temacie.

O doznaniach biegowych Wam nie napiszę, bo zwyczajnie nie zdążę ich sprawdzić przed 22 października. Mimo to moim zdaniem po spodnie warto iść, po kurtkę o ile akurat nie macie. A buty? Szczerze? Gdybym akurat miała potrzebę zakupu tanich ale wygodnych terenówek to bym je kupiła!

Miłych łowów życzę! Ja zapoluję na jeszcze jedne spodnie :D.

Link do oferty -----> Biegowa oferta na jesień w Lidlu











piątek, 2 września 2016

100 procent kobiecości!

Zabierałam się do tego wpisu kilka razy i za każdym razem inaczej się on układał w mojej głowie. Początkowo do tematu chciałam podejść testowo przedstawiając Wam rzecz, która podbiła moje serce. Ostatecznie jednak postanowiłam rozszerzyć wpis o moje przemyślenia. Kiedy teraz to piszę, to jestem pewna, że tych przemyśleń będzie więcej niż samych suchych faktów i wiecie co? Tak będzie lepiej! ( Moja córka ostatnio nagminnie powtarza te słowa ;))

Ale do rzeczy....


Kilka lata temu kiedy zaczynałam przygodę z bieganiem trudno było spotkać innego biegacza. Gdy jakimś cudem ktoś nadbiegał z na przeciwka to w 95% przypadków był to biegacz płci męskiej. Nie twierdzę, że kobiety nie biegały za dużo, natomiast wydaje mi się, że biegały w ukryciu. Bo przecież dziewczyny tak śmiesznie biegają, dziwnie kołyszą biodrami, nogi im uciekają na boki, poza tym podczas biegania człowiek się poci, twarz robi się czerwona, a poza tym to wstyd tak biegać i sapać.... Baaaaa czy to w ogóle jest bieganie??? No przecież jak ktoś nas zobaczy to co to będzie?  No powiedzcie mi moje drogie koleżanki, która z Was nie miała takich myśli gdy zaczynała przygodę z bieganiem? Inne ubrania niż czarne nie wchodziły w grę, bo przecież czarny wyszczupla..... no i nie widać, że się pocę!! A przecież kobiety się nie pocą i w ogóle to zawsze są świeże i pachnące!!!

Kilka lat później.....

Matko jedyna jakie to myślenie było głupie, jakie stereotypowe! Ej my kobiety chcemy się pokazać! Na szczęście myślenie się zmieniło i nas kobiet biegających jest więcej i więcej! Odkryłyśmy, że my wcale nie jesteśmy śmieszne w tym swoim człapaniu, my jesteśmy zajebiste! Tak! Zajebiste! To słowo mało eleganckie tak bardzo mi tutaj pasuje! Ocho i jest nas całe mnóstwo! Okazuje się, że nie było się czego wstydzić, odkrywałyśmy, że sąsiadka też biega już po zmroku ubrana na czarno! Ej a może by tak razem? Będzie raźniej! 

Baby się spotkały i nie może być inaczej niż "ej ale masz fajne buty", "nowa bluzka? boskie kolory!", no właśnie a może by tak zielone legginsy bo akurat pasują do oczu, a może ta czerwona bluzka, bo w czerwonym zawsze było mi do twarzy.

Ewolucja biegaczki....

Ja już nie chcę czarnych ciuchów, ja tak właściwie to chcę wyglądać ładnie. Koniecznie buty muszą do koszulki pasować, a gumka do włosów ma się zgrać z kolorem legginsów. A może by tak połączyć ładne z funkcjonalnym? Gdzie ja mam ten telefon schować? A klucze, a szminkę? A chusteczkę?! Przecież z torebką biegać nie będę! 


Zapytacie do czego zmierzam?

Zmierzam do prostej rzeczy. Kobieta co by nie robiła, jeśli ma to robić na oczach innych i dobrze się czuć to musi dobrze czuć się w swojej skórze i w tym co ma na sobie! 

I w tym momencie wiele z nas chce iść dalej! Teraz gdy bieganie już nie jest tylko domeną mężczyzn, gdy już od pewnego czasu czujemy się częścią tego biegowego szaleństwa, przyszedł czas na zaznaczenie naszej obecności w stu procentach! To jest taki czas gdy, prócz tego, że realizujemy nasze marzenia, jesteśmy szybkie (ja akurat nie, ale co tam), coraz lepsze w tym co robimy, to kurcze przede wszystkim JESTEŚMY KOBIETAMI! A co jest atrybutem kobiecości? Banalna sprawa! Sukienka! Spódniczka! Ku uciesze szanownych kolegów biegaczy, nawet przy okazji biegania lubimy się wystroić i kieckę założyć! Nie jest to tekst sponsorowany, jest to tekst, który chodził mi po głowie już od dawna i tylko szczęśliwym dla mnie trafem podczas poszukiwań spódniczki do biegania odezwała się do mnie przemiła dziewczyna oferując mi wypróbowanie jednej takiej spódniczki. Przerobiłam już wcześniej kilka modeli różnych firm i prawdę mówiąc wrażenia miałam raczej średnie. Bo albo długość nie taka, albo spodenki za krótkie i uda poobcierane, albo brak kieszonki (gdzie ja mam ten telefon schować?) I gdy już straciłam nadzieję, że będę mogła biegać w spódniczce więcej i dłużej niż te 20 minut, po których z powodu wyżej wymienionych niedoskonałości owych kiecek miałam ochotę gryźć ziemię, pojawiła się ona! Spódniczka od Polkasport

Za co pokochałam te spódniczki?

100% kobiecości. 100% wdzięku. 100% motywacji.  - 100 % prawdy! Moje drogie koleżanki jesteśmy kobietami i nie bójmy się tego użyć! ;) 

Top 5 cech, za które pokochałam spódniczki od Polkasport:


  • Wygoda! Idealna długość spodenek. Jeśli kiedykolwiek miałyście problem z podwijaniem się spodenek i obtarciami ud, to zapomnijcie o tym, tutaj nic się takiego nie stanie!

  • Funkcjonalność! Kieszonki z boku ud, które zmieszczą wiele i do których łatwo sięgnąć. Dodatkowa kieszonka z tyłu oraz dziurka przez, którą można przeciągnąć kabelek od słuchawek.

  • Materiał! Miękki, lekki i idealnie się układający.

  • Prostota! Spódniczki noszę również na co dzień, do zwykłych koszulek pasują równie dobrze.

  • Indywidualizacja! Nie podoba Ci się połączenie niebieskiego z szarym? Wybierz własny ulubiony zestaw kolorystyczny!



A teraz moje drogie pamiętajcie, że czego nie dobiegacie to dowyglądacie! ;) :D A więc kiecki na tyłki i lecimy! 

ps. A to dopiero początek tej rewolucji! ;)







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!