czwartek, 7 lipca 2016

XV Cracovia Maraton - dla mnie czysta zabawa i start na wariata.

Dokładnie jak w tytule! Od początku rok 2016 nie przynosił mi dobrych wieści a moja forma dramatycznie spadła i podnieść się nie chciała. Zrezygnowałam z robienia życiówek, to nie był (jest) czas dla mnie korzystny. Dlaczego? Pewnie też dlatego, że  w moim bieganiu nie istnieje żaden plan na bieganie, nie istnieje bo nie mam do tego głowy niestety, czasu też mi brakuje a ja tak nie lubię robić czegoś na siłę. A poza tym robię to dla siebie i to co robię (na razie) mi wystarcza. A co robię? Dobrze się bawię!

Do Krakowa pojechałam tylko dlatego, że żal mi było zrezygnować z wypadu z mega fajnymi ludźmi, z nimi zawsze jest fajna zabawa a przy okazji to i maraton można przebiec. Tak wiem, to przecież królewski dystans i trzeba się nad nim rozwodzić i och i ach i że na poważnie.... e serio?
Na poważnie to ja mogę brać moje życie prywatne a hobby? Ej no to ma być przyjemność, zabawa!

Ale do rzeczy!  Na bieg w Karkowie planu nie miałam, ot stwierdziłam, że jak dobiegnę to fajnie, jak dojdę to też dramatu nie będzie. Ważne bym się dobrze bawiła. Bałam się jedynie tego, że moje nogi nie wytrzymają bo i z bieganiem na bakier było, ale pocieszałam się tym, że kręcenie na rowerze na marne nie idzie. Uda pracują, gorzej ze stopami i to o nie się martwiłam. Na start wybrałam buty już dobrze sprawdzone, czyli moje różowe Adidas Energy Boost, które zdobyły ze mną koronę...., które również już chyba tylko na salę gimnastyczną się nadają, niestety w moim odczuciu to ich  biegowy czas już się kończy. Ale znowu odbiegam od meritum ;).



Jak już pisałam, na Cracovia Maratonie postanowiłam się świetnie bawić! A co więcej bawić też innych. Zgodnie z moją ulubioną zasadą CO NIE DOBIEGAM TO DOWYGLĄDAM, postanowiłam uczynić ten bieg radośniejszym. I UDAŁO SIĘ!

Sam bieg o dziwno wspominam dość przyjemnie. Pierwszą połowę biegałam z debiutującą Basią, niestety potem musiałam się z nią rozstać, moja psychika źle znosi marszobiegi sensu stricte i myślę, że nie tylko ja tak mam. Mogę przejść w marsz , nie widzę w tym problemu ale na Gallowaya to ja się nie nadaję. Zabawa zabawą, ale w pewnym momencie zawsze jest tak, że w głowie kołacze uporczywa myśl (myślę, że to kwestia instynktu samozachowawczego) pod tytułem NIECH TO SIĘ JUŻ SKOŃCZY. I zasadniczo przekonuje mnie to za każdym razem i gdy już mi się bardzo nie chce, czy jak kto woli sił mi brak, to wtedy myślę sobie, że wolę te ostatanie 5 km przebiec (w domyśle zajmie mi to mniej więcej 30 minut), niż przejść, bo zajmie mi to o wiele więcej czasu - a ja już taka głodna jestem! ;))


Na metę wbiegałam w niewiele gorszym czasem niż rok wcześniej, szczerze to bolały mnie stopy, czyli miałam rację, że nie bieganie bardzo mi dokuczy, co do reszty - zero dolegliwości.

W tym miejscu chciałabym serdecznie pozdrowić mojego kolegę Marcina G, którego doping wzruszył mnie ogromnie i dał mi nieziemskiego powera! :)

Może zbyt lekko podchodzę do tematu maratonu, ale wiecie co? Mam na to wybiegane! ;)

ps. Absolutnie nie namawiam do biegania bez przygotowania! Każdy ma swój rozum i odpowiada za siebie.

To do zaś!!!








czwartek, 21 kwietnia 2016

Adidas Pure Boost X - pierwsze buty tylko dla kobiet! Ale czy dla wszystkich?

Od kiedy trafiłam na zdjęcie butów Adidas Pure Boost X zapragnęłam je mieć! Nie ukrywam, że początkowo zauroczyła mnie wersja w kwiatki, ale ostatecznie zdecydowałam się na mniej infantylną wersję ;). Pomyślałam - będzie pasować do większej ilości ciuszków. Babskie myślenie zawsze praktyczne! Na wstępie chcę zaznaczyć, że nie jestem blogerę, który dostaje prezenty (no dobra czasami się trafi kubek!) więc owe obuwie zakupiłam sama! Piszę to tylko po to byście mieli świadomość, że moje opinie są jak najbardziej subiektywne ale nie sponsorowane. Z resztą nawet jak coś dostanę to też możecie liczyć na szczerą opinię. 


Zdjęcie moje - nie ruszać! :)

1. Wygląd - no cóż tu dużo pisać? Buty są śliczne! W każdej wersji mają w sobie to coś co przykuwa uwagę! Z pewnością w dużej mierze to coś to owa "dziura" między podeszwą a cholewką. Poza tym są zgrabne, delikatne i takie leciutkie! Ach! Cholewka jest w całości jak skarpetka!


2. Pierwsze włożenie - ooooooooooooooooo to było mega dziwne! Ubierasz buty a masz wrażenie, że to jakieś papcie! Miękko, dziwnie miękko, dziwnie lekko! Ej no fajnie! Cholewka oplata stopę, oderwanie od podeszwy daje mega fajne uczucie, że but trzyma się stopy jakby był do niej przyklejony. Wiązanie w zasadzie nie zmienia nic, ja jak buta zawiązałam raz, tak serio ściągam je bez rozwiązywania i ubieram jak skarpetkę! Czujecie to? Taka elastyka!


To też moje zdjęcie i moje nogi ;)


3. Pierwsza przebieżka - na nasz pierwszy raz wybrałam bieżnię ( taką wiecie na dworze ;)). Ruszyłam jak zawsze spokojnie, ale uczucie lekkości szybko spowodowało, że zachciało mi się  biec szybciej! Poczułam wiatr we włosach, stopy lekko muskały tartanu.... aż do momentu kiedy aaaaaa zaczęły mnie boleć stopy!


4. Co? Bolały mnie stopy? - biegaliście kiedyś w butach minimalistycznych? Tak? To nie powinno Was zdziwić czmu moje stopy nagle zaczęły mi drętwieć! Nie biegaliście? No cóż tego typu buty są bardzo wymagające, pracuje każda kosteczka, każdy najmniejszy mięsień. But nie pobiega za Ciebie, nie odda Ci energii z kosmosu ani z jądra Ziemii. Fakt, Pure Boost X są tak lekkie, że zasadniczo się ich nie czuje, ale z drugiej strony nie mają amortyzacji (no serio, nawet jak w nich chodzę to podeszwa się ugina na maksa), więc musicie mieć świadomość tego, że bieganie w nich dłuższych dystansów bez przygotowania stóp do takiej pracy może boleć!


5. Dla kogo Adidas Pure Boost X ? - Do chodzenia dla każdego! ( A raczej dla każdej). Do biegania - jeśli już biegasz w butach minimalistycznych (takich co prawie podeszwy nie mają) to spokojnie dasz radę! Jeśli takie buty to dla Ciebie nowość - to może to jest ten moment aby zacząć zabawę z tego typu butami? Ale uwaga! Na początek maksymalnie 5 km! Dla urozmaicenia biegania, a z czasem, kto wie, może już innych butów nie będziesz chciała? Nie są to buty dla początkujących biegaczek! Nie są to byty dla biegaczek z nadwagą ( no chyba, że z taką jak moja  to jeszcze ujdzie ;)). Jeśli już koniecznie chcesz je mieć (tak jak ja chciałam) to jak najbardziej kup i biegaj sporadycznie, najpierw sobie w nich pochodź.

Takie mam panele ;).
6. Na jaki dystans? - Zależy! Tak jak napisałam wyżej, jeśli bieganie w butach, których praktycznie nie ma, nie jest Ci obce to co ja Ci będę mówić ile w niech możesz biec? Myślę, że sobie to sama ustalisz :). Jeśli zaczynasz przygodę z butami tego typu, to serio 5 km na początek (mnie stopy zaczęły boleć po 3 km, a to nie są moje pierwsz buty niewidki). Ja zdecydowałam się pobiec w nich w zawodach na 10 km. Dały radę, a raczej ja dałam radę! Biegło się bardzo dobrze, mimo, że było to dzień po Półmaratonie Ślężańskim więc generalnie nogi były zmęczone. Myślę, że można w nich całkiem fajne czasy wykręcić - może to kiedyś sprawdzę, choć w krótkich dystansach to ja jestem mniej niż przeciętna! (W dłuższych też, ale nadrabiam urokiem osobostym ;P ).

7. Podsumowanie! - Fajne są! Wygodne! Dobrze trzymają stopę, a raczej stopa się trzyma ich. No i są śliczne! Poza tym wymagające! W innych okolicznościach niż bieganie ich nie używałam, więc się nie wypowiem! :)


Jakieś pytania? Pisz w komentarzu! Odpowiem na pewno! :))
Poniżej jeszcze kilka fotek :)
Bieg po DTŚce - 10 km i jak się okazało reprezentacja Silesia Marathon ;). 









Zdjęcia są mojego autorstwa, nie są profesjonalne ani retuszowane, ani też podręcane. Te buty dokładnie tak wygladają, choć na żywo ładniej ;). 












piątek, 8 kwietnia 2016

9 Półmaraton Ślężański - bo dzielić z kimś radość to wielka przyjemność.

I po raz kolejny przekonałam się, że bieganie dla kogoś sprawia nie mniejszą radość niż bieganie dla siebie! 9 Półmaraton Ślężański kolejny raz mi to udowodnił! Jak już wspominałam ze względu na moją dość długą niedyspozycję (chora byłam kurde no!) nie mogłam się przygotować do tego startu tak by opłacało się w nim cokolwiek wywalczyć, oczywiście chodzi mi o walkę ze sobą itd. Aspiracji na pudło to ja nie mam ;) :P! Gdy już właściwie podjęłam dezycję o rezygnacji z biegu, o wsparcie na strasie i towarzystwo poprosiła mnie Klaudia. Nie zastanwiałam się ani chwili! Swoją drogą żal by mi było nie pojechać do Sobótki bo przecież zasadniczo wybrałam ten półmaraton by porównać go z połówką w Żywcu, którą to dwa lata poprzednie zaczynałam wiosenne starty.


Do Sobótki zdecydowałam się pojechać autem, zabrałam ze sobą niezłą ekipę (pozdrawiam Was kochani!) i ruszyliśmy nacieszyć się cudownym dniem (a było przecudownie ciepło i słonecznie) w nasz ulubiony sposób czyli na biegowo. Na miejscu już na etapie szukania miejsca parkingowego oraganizacja na najwyższym poziomie! Odbiór pakietów - szybko i sprawnie. Depozyty - odzielne dla panów i pań, jak i szatnie oczywiście. Nie mam się do czego przyczepić bo na prawdę organizacja pierwsz klasa! A propos klasy myślę, że biuro zawodów i cała reszta usytuowane w budynku szkolnym to najlepsze rozwiązanie.

Ruszyliśmy na start, ja zrezygnowałam ze swojej strefy startowej i ustawiłam się z Klaudią nieco dalej. Plan był przebiec trasę w czasie 2 godzin i 30 minut. Co się później okazało - brakło nam trochę, ale nie umniejsza to wyczynu Klaudii bo walczyła jak lwica!


Już teraz mogę Wam napisać, że ja się w Sobótce zakochałam! No może nie w samym mieście ale w trasie półmaratonu! Trasa niezwykle malownicza wiodła na około Parku Ślężańskiego. Jak najbardziej słoneczna pogoda i bieg na luzie dodatkowo pozwoliły mi cieszyć się każdym przebiegniętym kilometrem! Dawno nie miałam takiej radochy i jak piźnięta nie rozprawiałam jakie to drzewo piękne, a jaki tamten widok jest uroczy... tylko Klaudii jakoś ciężko było to wszystko dostrzec. Starałam się jak mogłam odwrócić jej uwagę od samego biegu. Z resztą nie tylko ja i nie tylko jej, na trasie spotkałam wielu przesympatycznych ludzi, pozdrawiam serdecznie Irenę z Kobiety na Medal, która fantastycznie wspierała także nas!



Nie będę Wam opisywać co się działo na poszczególnych odcinkach ;). Napiszę tylko tyle, że Klaudia dała z siebie wszystko i wywalczyła czas 2 godziny i 41 minut! Zapewniam Cię kochana, że gdyby to był płaski półmaraton to wykręciłabyś mega życiówkę! :)

9 Półmaraton Ślężański zdobył moje serce, myślę, że za rok też siętam zjawię i może tym razem o coś powalczę....

Meta! Tej radości nikt nam nie odbierze!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!