czwartek, 26 grudnia 2013

Święta, święta i już po.... pora na postanowienia.

Nadal walczę z niemocą... w walce pomaga mi mój nowy (aczkolwiek używany) towarzysz treningowy - Grześ ;).  Oj ciężko jest się zmobilizować do biegania gdy żołądek jeszcze nie strawił świątecznego obiadu. I mimo że obiecywałam sobie, że nie będę się objadać, to jak tu odmówić sobie tylu dobrodziejstw? Barszczyk z uszkami - MNIAM! Rybka po grecku - MNIAM! Grzybowa, krokiecik, rybka w zalewie octowej - MNIAM! Dlatego też pobiegałam dzień przed Wigilią i pobiegam tuż po świętach, czyli dzisiaj wieczorem.



Pisałam wcześniej, że moje statystyki biegowe wskazują iż ewidentnie jestem jesiennym biegaczem. Miałam jednakże sprawdzić, czy przypadkiem nie zimowym.

czwartek, 19 grudnia 2013

Pomocy! Czuję NIEMOC!

Niemoc czuję, ogrom niemocy, lenistwa, niechęci, zmęczenia i jednocześnie wyrzutów sumienia. Oj źle znoszę ten czas, nie wiem czy to przez jesień, czy przez zimno, czy przez to, że szaro i buro, czy przez to, że ciągle, notorycznie jestem przeziębiona! Niby nic poważnego ale katar, kaszel i powtórzę po raz kolejny - NIEMOC!

piątek, 6 grudnia 2013

Endomondo i konto premium, a co za tym idzie - PLAN TRENINGOWY.

Dzięki Wybiegaj Się dowiedziałam się, że miesięcznik Runner's World dał możliwość otrzymania konta Premium na Endomondo na jeden miesiąc za darmo! :) Oczywiście skorzystałam z okazji! Z wielką ciekawością "pobawiłam się" w tworzenie planów treningowych. Postanowiłam dla próby stworzyć plan przygotowujący mnie do półmaratonu. W opcjach zaznaczyłam iż chcę go przebiec z czasem między 6:00 a 5:00 min/km. Parametry takie wydają mi się dość realne, tym bardziej, że jako koniec planu ustawiłam XV Półmaratonu dookoła Jeziora Żywieckiego, który ma się odbyć 30.03.2014.

Plan wygląda tak:

czwartek, 5 grudnia 2013

Nike Lunarglide+ 5 Shield - moja opinia

No i nadszedł ten moment! Wspominałam w recenzji Nike Lunarglide+ 4, że aktualnie biegam w kuzynach wspomnianych butów. Oto one:


Lunarglide+ 5 Shield

Nie będę się dużo rozpisywała o technologii. Podeszwa generalnie podobna do tej w lunarach 4, czy jest bardziej przystosowana na śliskie nawierzchnie? Trudno stwierdzić bo po śniegu czy lodzie jeszcze w nich nie biegałam, na moje oko jest nieco twardsza i bardziej wyżłobiona, ale nie sądzę by nadawała się na ślizgawicę. Raczej na odśnieżone chodniki.

środa, 4 grudnia 2013

Małe podsumowanie od samego początku - 12 miesięcy.

Zauważyłam, że większość z biegaczy podsumowuje swoje osiągnięcia, czy to miesięczne, czy sezonowe. Ja tego nigdy nie robiłam, może powinnam? Jak będzie co podsumowywać to jak najbardziej będę się chwalić bądź oczekiwać wsparcia ;). Oj tak, każdy lubi być po główce głaskany, a kobieta tym bardziej chętnie przyjmie każde miłe słowo hehe.

Biegam od kwietnia 2012 roku (rejestruję od maja 2012 roku) z przerwą 7 miesięczną, co daje w realiach 12 miesięcy biegania więc mogę się pokusić o jakieś podsumowanie:

poniedziałek, 2 grudnia 2013

III Gliwicki Bieg Orkiestrowy - w planach.

Biegam już jakiś czas a jeszcze nigdzie nie startowałam. Dlaczego? Nigdy mi na tym nie zależało, nigdy o tym nie myślałam, generalnie nawet nie zdawałam sobie sprawy, że są organizowane biegi krótsze niż maraton czy połówka. Ciągle się zastanawiam gdzie by tu zrobić ten pierwszy raz.... ;) Hmmm pomyślałam, że bieg w słusznej sprawie to coś dla mnie! Wybór padł na 10 kilometrowy III Gliwicki Bieg Orkiestrowy.

źródło: http://http://biegamyzsercem.pl/


Szczerze powiedziawszy to na nic się nie nastawiam, nie mam zamiaru cisnąć na wynik, co będzie to będzie! Przygotowania - nic specjalnego, biegam ile mogę (prawie) i to powinno wystarczyć.

Mimo wszystko mam pewne obawy - natury organizacyjnej. Jak to jest z tymi pakietami startowymi, jak się montuje chipa, jak się zachować na starcie? Pytania i obawy zółtodzioba! Może jakieś cenne rady? ;) A może spotkamy się na starcie? Pozdrawiam!

wtorek, 26 listopada 2013

O nie! Moje gardło, mój nos!!..... i pięta!

Przeziębienie - jesienna zmora! Dopadło i mnie. Puki co nie jest dramatycznie. Czuję palenie w okolicy od gardła wzwyż a zatkany nos nie daje mi spać! Julia też ma w tym swój udział niestety. Ja jako istota dla której sen jest niezbędnym elementem do przetrwania, nawet bardziej niezbędnym niż jedzenie (!) znoszę to bardzo źle! O ile inni mogą łyknąć coś tam na grypę, wypić cud saszetkę..... ja NIE MOGĘ! Jestem chodzącym bufetem dla mojej 4 miesięcznej (już) pociechy (sama słodycz), co jest piękne, cudowne itd, jednakże wielce mnie ogranicza! Pozostaje mi jakieś psik psik do gardła i rutinoscorbin - i oczywiście kiedy mnie coś dolega okazuje się, że reszta familii wszystko leczące wyjadła i dla mnie nic nie zostało :(. Z tego tytułu szanownego małżonka czeka dzisiaj misja apteka!

No niestety nawet ludowe sposoby odpadają! ;)

A tym czasem z bólem serca i radością pięty (o tym za chwilę) opuściłam poniedziałkowy trening. Pogoda dodatkowo dodała mi otuchy pokazując, że i tak by mi się źle biegało, więc nie mam co sobie wyrzutów robić.

piątek, 22 listopada 2013

Moje stopy i ja - wielkie pojednanie dzięki Nike Lunarglide+ 4




Nie pisałam o tym pojednaniu wcześniej aby nie zapeszać, ale po przebiegnięciu prawie 100 km w Lunarglide+ 4 z radością oznajmiam, że moje stopy są szczęśliwe a za nimi ja! Od zawsze obcierały mnie każde buty, papcie i klapki też. Z Nike Anodyne ds musiałam się pożegnać niestety. Dawałam im szansę wielokrotnie ale katowały moje stopy okrutnie. Wtedy spadła mi jak z nieba okazji zakupu butów (tych w tytule) w okazyjnej cenie, a że poczytałam o nich trochę, nie zastanawiałam się ani chwili.
Obecnie na rynku jest też nowszy model z numerem 5, no i z ceną nieco wyższą. Lunarglide+ 4 można  już kupić za niecałe 200 ;). Warto skorzystać.


Co to za but?

Według producenta buty te są idealne dla osób wymagających dobrej amortyzacji stopy.

wtorek, 19 listopada 2013

W poszukiwaniu trasy idealnej - podbiegi, 5 km.

Z natury jestem osobą, która szybko się nudzi, ma wstręt do monotonii. Przemeblowywanie pokoju tudzież salonu lub dla odmiany pokoju syna to czynność powtarzająca się średnio raz na kwartał, kiedyś częściej ale niestety pomysły mi się kończą.
Co za tym idzie biegać też muszę co chwilkę gdzieś indziej. Ciągle ta sama trasa dobija mnie i odbiera radość biegania. Rok temu było łatwiej bo biegłam bez planu, tak po prostu gdzie oczy poniosą. Teraz z racji ćwiczenia podbiegów czy szybkich piątek muszę dokładnie wiedzieć gdzie będę biegać.

Generalnie staram się nadal biegać w ulubionych dla mnie miejscach takich jak:

Lasek Makoszowski


Lasek Maciejów

Na około stadionu Górnika Zabrze - tutaj na  rodzinnym spacerku

Niestety mamy jesień, która wyklucza te miejsca jak nie w całości to częściowo. Piękne leśne trasy odpadają z wiadomego powodu (ciemno, strasznie i wilki jakieś), teren na około stadionu pozostawia wiele do życzenia - słabo oświetlony chodnik w kiepskim stanie grozi bliskim spotkaniem z podłożem.

Co mi pozostaje? Chodniki przy pobliskich osiedlach. Całkiem dobrym rozwiązaniem jest "wycieczka" na Kopernik ----> Tutaj gdzie kolega Przemek. To jest dobre rozwiązanie na dłuższe wybieganie natomiast gdzie robić podbiegi? Gdzie szybkie piątki?

Podbiegi
Co to jest podbieg? Na chłopski rozum bieg pod górkę. A jakie ma być nachylenie górki? Jak długi powinien być podbieg? - Tego nie wiem. O ile długość jestem w stanie zmierzyć to stopień nachylenia jest dla mnie odwieczną zagadką. Czy Wy zwracacie na to uwagę pod jakim kątem jest wzniesienie gdzie robicie podbieg? Ja nie. Jest górka to na nią wbiegam - średnio 6 razy.
Kilka wzniesień sprawdziłam, jedne za mało strome, inne za długie, jeszcze inne zbyt strome i krótkie. Gdy już myślałam, że znalazłam podbieg dla mnie idealny to zrywa mi na min gpsa, a tego Karolcia nie lubi! Więc szukam dalej! Podpowiedzi Przemka i Maćka bardzo pomocne ale nieadekwatne do mojego wieczornego biegania.... więc szukam dalej. Może jeszcze jakieś propozycje? :)

Szybka piątka
Czyli bieg na 5 km ile damy radę (tempówki?). Warunki konieczne - w miarę oświetlony, równy teren. Pisząc równy mam na myśli chodnik bez dziur a nie nachylenie terenu. Najlepiej bez przejść z sygnalizacją świetlną, a jeszcze lepiej w ogóle bez przejść przez ulicę ale to nie możliwe. Niestety tego typu niedogodności bardzo wybijają z rytmu i zaniżają średnią biegu czego też Karolcia nie lubi! I o ile podbiegi mogę robić ciągle w tym samym miejscu to szybkie piątki muszą co jakiś czas zmieniać lokalizację. Wczorajsza szybka piątka robiona w okolicach stadionu bardzo mnie umęczyła, poprzednie robione przy lesie były lepsze, szybsze i chyba do nich wrócę, mimo iż teren przy lesie lekko odstrasza moją drugą połówkę biegową. No cóż może wymyślę jeszcze jakąś alternatywę.

A Wy gdzie lubicie biegać? Ustalacie wcześniej trasy czy biegacie spontanicznie? Jak wyglądają Wasze podbiegi?


środa, 13 listopada 2013

13.11.2013 - wspomnienie pierwszego 20+

Dlaczego to wspominam? Dla motywacji! Tak, plan mam, realizuję go raz lepiej raz gorzej ale do końca nie sprecyzowałam po co mi ten plan. Do czego ma mnie doprowadzić? Prócz oczywistego przebiegnięcia dychy przez moją przyjaciółkę nie zastanowiłam się co on ma dać mnie. I już wiem, że przebiegnięcie dychy to nie problem, zadanie wykonane. Nie będę się skupiać na tym żeby tą dychę przebiec jak najszybciej.. skupię się na "szybkiej piątce". Przebiegnięcie jej z czasem poniżej 30 minut jest moim celem. (Naszym celem). Bo wiem, że od tego momentu już będzie blisko do formy sprzed roku. Najpierw 5 km poniżej 30 minut, potem 10 km poniżej godziny a reszta? Reszta wystarczy, że się wydarzy ;)

A oto mój trening motywujący sprzed roku:


niedziela, 10 listopada 2013

Jest moc! - szybciej, dłużej i jeszcze przyjemniej.

No i po treningu. Zadowolona jestem bardzo, biegło się lekko, przyjemnie i co najważniejsze widać postępy. Nadrabiamy i to w całkiem niezłym tempie. Nie będę robiła tygodniowego sprawozdania z realizacji planu treningowego, ponieważ słabo się go trzymałam. Ale to co najważniejsze - zostało zrobione. A mianowicie raz w tygodniu podbiegi i ciągle zwiększany kilometraż. Tempo też wzrasta co cieszy nas niezmiernie. W końcu czujemy, że naprawdę biegamy :). 






W czasie biegania poruszamy przeróżne tematy, jeden z nich to oczywiście wrzucanie zbędnych kilogramów.

poniedziałek, 4 listopada 2013

Ubranie na bieganie

No cóż pogoda nie rozpieszcza... Jak się do niej przygotować? Za każdym razem kiedy szykuję się do biegania, zastanawiam się cóż to by dzisiaj wypadało założyć? Na przegrzanie jestem bardzo wrażliwa, zawsze zakładam na siebie jak najmniej. Generalnie spodnie 3/4 i bluzka z krótkim rękawkiem to mój basic zestaw. Gdy temperatura spada poniżej 15 stopni ubieram długi rękaw, ale zostawiam spodnie za kolano. Gdy temperatura spada poniżej 10 stopni - zakładam długie spodnie. Ciepłą bluzę zakładam jak już temperatura mocno spada. Tegoroczna jesień mimo iż przepiękna zrobiła mi kilka psikusów. Miałam już trzy wpadki ubraniowe. Pierwsza - brak czapki i "szalika" gdy przy wieczornym biegu temperatura spadła blisko zera - swoją drogą zaskoczyło mnie to bardzo. Druga - zbyt ciepła bluza na nie aż tak chłodny poranek - myślałam, że wyzionę ducha! Trzecia wpadka - czapka założona dwa dni temu.... ostatecznie skończyła za paskiem saszetki. A Wy jak się ubieracie na bieganie? :)

wtorek, 29 października 2013

Pozdrów Biegacza

żródło: http://rozbieganakari.blogspot.com/
Kiedy w kwietniu 2012 roku zaczęłam biegać obiło mi się o uszy, że w dobrym tonie jest pozdrowić mijanego biegacza. Przyznam się bez bicia, że pomysł przypadł mi do gustu, jednakże taka biegowa świeżynka wstydziła się pomachać pierwsza. Bo przecież co ze mnie za biegacz? Niestety do pozdrowień nie zachęcał mi też fakt, iż nikt nie pozdrawiał mnie. No może sporadycznie w lesie jakiś miły biegacz powiedział mi cześć, i zawsze ale to zawsze zastanawiałam się czy aby nie znam go osobiście. Moja kiepska pamięć do twarzy tego nie wyklucza niestety. Już nie raz nie poznałam osoby, która mnie na ulicy witała. Więc z góry mówię - jeśli mnie znasz a ja się nie przywitam pierwsza to pewnie dlatego, że akurat myślę o niebieskich migdałach. Wracając do tematu, nie widziałam, że kwestia pozdrowień to akcja na szeroką skalę, którą zapoczątkowała niejaka KARI.


A co obserwuję teraz? Wraz ze wzrostem liczby mijanych biegacza, wzrasta też ilość pozdrowień. Ja staram się pozdrowić zawsze, raczej nie bywam aż tak zamyślona, żeby mi widzieć, że ktoś przede mną biegnie. Jednak ostatnio zdarzyło mi się dość często mijać biegaczy męskiej płci, którzy nie tylko nie pozdrawiają, ale udają, że mnie nie widzą. A skąd wiem, że udają? Bo to widać! Szybko odwracają wzrok, często w ostatniej chwili. Dziwne to trochę. A może to ze mną jest coś nie tak?? ;) Panowie i Panie pozdrawiajmy się!!! Nieraz to proste "cześć", skinienie głową, uśmiech czy pomachanie ręką dodało mi skrzydeł!


poniedziałek, 28 października 2013

Plan treningowy - 3 i 4 tydzień.

Po kolejnych dwóch tygodniach czas na weryfikację. Cały plan do wglądu TUTAJ.

Tydzień 3 i 4:


Tydzień 3.
Pierwsza piątka nie wypadła lepiej niż ta wcześniejsza, w ogóle cały ten stał pod znakiem zapytania. Kasia zachorowała, więc perspektywa samotnych biegów nieco mnie zdołowała. We środę Kasia dała znać, że nie da rady biegać i czy możemy to przesunąć o jeden dzień. No pewnie, że możemy bo przecież plan planem ale zdrowie najważniejsza. No niestety Kasia zaniemogła na cały tydzień i wspólny bieg wykonałyśmy dopiero w następną środę. Niestety mimo naprawdę pięknej pogody, nastał czas kiedy to ona również weryfikuje moje plany. Po poniedziałkowej piątce kolejny trening zrealizowałam w czwartek samotnie i jak widać znowu mnie poniosło i nie wierzyłam, że dam radę zrobić szybki finisz ale udało się :).

piątek, 25 października 2013

Bieganie w towarzystwie

Jak już nie raz wspominałam, zasadniczo sama nie biegam. Piszę, że zasadniczo bo czasami zdarza mi się pobiegać w samotności, ale są to naprawdę sporadyczne biegi. Wielu biegaczy woli biegać samemu, fakt łatwiej wtedy zrobić trening idealny dla siebie, biega się swoim tempem, rytmem i ulubionymi ścieżkami. I ja tak kiedyś biegałam, ale mimo wszystko zawsze szukałam towarzystwa. Jeszcze rok temu było o nie trudno, a dzisiaj przy każdym treningu mijam kilkoro biegaczy. (Btw, zawsze się witam i pozdrawiam, niestety jedynie 20% odpowiada skinieniem głowy, bądź pomachaniem ręką, wielu biegaczy - głównie mężczyzn - udaje, że nie widzi i szybko odwraca wzrok. A tyle się mówi o pozdrawianiu biegaczy).

Wracając do tematu... aktualnie biegam z K.

poniedziałek, 14 października 2013

Plan treningowy - 1 i 2 tydzień.

Nadszedł czas na pierwszą weryfikację planu. Sam plan ma mnie i moją przyjaciółkę przygotować do biegu na 10 km, dla mnie jest to przygotowanie kondycyjne, bo generalnie dychę przebiegnę ale jak już biec to dobrze ;). Natomiast Kasie jeszcze tyle nie biegała i to z myślą o niej plan układałam ;) Plan wygląda w całości tak: PLAN NR 1.

Pierwsze dwa tygodnie:


Realizacja wygląda tak:


Jak widać częściowo wyszło zgodnie z planem. Założyłam, że każdy poniedziałek to będzie weryfikacja postępów na "szybkiej piątce" :)).

czwartek, 3 października 2013

Od pierwszego biegu po porodzie...

.... minęło 47 dni a ja zrobiłam 121 km. Dużo? Mało? Myślę, że nie jest źle ;) Powróciłam na biegowe ścieżki 3 tygodnie po cięciu cesarskim i jak sobie przypomnę ten pierwszy bieg to wydaje mi się on tak odległy. To niesamowite jak szybko organizm wraca do formy! No dobra do formy sprzed ciąży to mi jeszcze dużo brakuje ale z postępów jestem zadowolona. Zadowolona jestem również z tego, że przyczyniłam się do rozpoczęcia biegania co najmniej dwóch osób :). Ot takie moje małe zasługi w świecie biegaczy ;).

Moje bieganie po ciąży jednak różni się od biegania sprzed nie tylko ze względu na moją sprawność fizyczną, ale przede wszystkim zmieniło mi się myślenie. Kiedyś biegałam jak w stanie odurzenia - byleby dalej, byleby szybciej, nieważne czy prawidłowo, nieważne czy z rozgrzewką, czy z rozciąganiem. Ważne było to, że kolejny km jest na liczniku.

piątek, 27 września 2013

Plan treningowy po raz pierwszy! - założenie 10 km

Wczoraj biegając rekreacyjnie (bez parcia na wyniki) z Kasią, doszłyśmy do wniosku, że czas skonstruować plan. I to jest moje zadanie.



Wstępnie chcę przeplatać długie wolne wybieganie z krótkimi i szybkimi biegami, i stopniowo wydłużać bądź przyspieszać. Oczywiście w planie będą też ćwiczenia siłowe na domowym dywanie, myślę o czymś w stylu TBC.

czwartek, 26 września 2013

Nie do końca samotnie na trasie.

Wczorajszy trening spędziłam sam na sam z Rihanna! Wiadomo Rihanna gościła w słuchawkach, niestety nie dogadałyśmy się co do repertuaru i gdy potrzebowałam dopingu ona zanudzała mnie balladami! Oj niedobra! Ale mimo wszystko pomogła mi uporać się z nudą samotnego, długiego wybiegania. Oczywiście wyszłam z domu z chęcią co najmniej średnią, ale i z myślą, że dzisiaj zobaczę na co mnie stać (brak koleżanki towarzyszki wywołuje u mnie dzikie biegowe żądze!).

wtorek, 24 września 2013

Ufff - cóż za ulga przeplatana nadzieją :)

Trening wczorajszy dodał mi skrzydeł, a może to wyłącznie zasługa butów? E nie, ale nie wątpię, że swój udział w udanym treningu mają. Ale po kolei. Wyszłam na trening dosyć sceptycznie, zastanawiając się czy znowu mnie buty obetrą, czy saszetka będzie wkurzać, to, że chodnik mnie spowolni to wiedziałam bo trasy nie zmieniłam.... ale było świetnie! Od początku biegło się dobrze w nieco szybszym tempie niż zwykle, przyjaciółka biegnąca obok nie stawiała oporu więc postanowiłyśmy trochę przycisnąć, już na 2 km czułam, że coś się przełamało, albo to te buty albo ja, a raczej ja i mój poprzedni trening, którym dokopałam sobie nieźle, no i przy okazji dobre buty! Już wiem, że za duże nie są :) Uffff ulżyło mi bo już się bałam, że wtopiłam. Tak czy siak czułam, że mogę biec 10 km w tempie 7.10/km - jak na mnie to duży krok do przodu ku powrotowi do formy! No ale nie dałam się ponieść fantazji, sama nie biegłam więc musiałam mieć na uwadze moją Kasię kochaną, która ewidentnie miała gorszy dzień... Umówiłyśmy się, że każda biegnie swoim tempem i spotkamy się na trasie. Wyszło tak, że ja przebiegałam dodatkowe kółko wokół stadionu a Kasia czekała na mnie zbierając siły na dobiegnięcie do domu. Kochana moja Kasia, już się bałam, że przeze mnie się zniechęci a stało się inaczej ;) wkurzyła się na siebie i zaproponowała trening dzień po dniu :) no no ja w to wchodzę jak nóż w masło! Jak dla mnie im więcej tym lepiej! Jeszcze nie mówiłam jej jakie mam plany na przyszły rok, poczekam, aż uwierzy w siebie! 10 km sobie darowałam, zrobiłam 7,5 żeby znowu nie cierpieć zbytnio bo pod koniec 5 km zaczęłam odczuwać odciski na stopach. Podsumowując - widzę, że jest lepiej, coraz lepiej, moje ciało zaczyna mnie słuchać! Wiem, że jeszcze będą te lepsze i gorsze treningi... ale zaczynam wierzyć, że dam radę!

piątek, 20 września 2013

Mogę sobie pomarudzić?

Miało być 10 km a ledwo było 7 km.... Nie mogę biegać sama, muszę mieć kogoś kto mnie będzie trzymał w ryzach, tak zachciało mi się tak po staremu i niestety za szybkie tempo sobie narzuciłam....
Generalnie źle mi się biegło bo:
- samemu to jakoś tak się dłuży
- buty mnie obtarły niestety przy podbiciu
- saszetka ubierdliwie mi się zsuwała
- co jakaś ulica to akurat auto
I idź z takim bieganiem!
A no i muszę pomyśleć nad trasą bo chodnik po którym teraz biegam jest w tak opłakanym stanie, że boję się, że kiedyś nie wyrobię ( przyjaciółka z którą biegam już dwa razy zaliczyła glebę). No i oświetlenie też najlepsze nie jest, są dwa odcinki trasy kiedy to nie widać kompletnie nic!

Sobie musiałam dzisiaj pomarudzić ;)

A oto trening:




czwartek, 19 września 2013

Nike anodyne ds - pierwsze wrażenie.

No i są, czekałam na nie całe 27 godzin od przelewu :) Takie zakupy to ja lubię ;) Zapakowane konkretnie, rachunek w ładnej kopercie, a po otwarciu pudełka zobaczyłam to:


Myślę sobie: ładne, nawet bardzo ładne i.... duże! O rany jak kajaki! Przecież dobrze zmierzyłam stopę, no nic, pobiegamy zobaczymy ;)

Wrażenie po założeniu: duże, luźne (czy nie za luźne?), w porównaniu do poprzednich, które kupiłam nieco ciasne (do chodzenia ok, ale do biegania już nie) to wydały mi się za duże. No ale może tak ma być, z osądem postanowiłam poczekać do pierwszego w nich treningu (czyli kilka godzin).

środa, 18 września 2013

Buty - to co kobiety lubią najbardziej.

Pamiętajcie kochani co by się nie działo, czy się wali czy się pali trzeba się rozpieszczać! Tak tak bo dobre samopoczucie to prosta droga do sukcesu! Gdy nasza dusza się raduje to się odzwierciedla w ciele. I idąc tym tropem postanowiłam się nieco dopieścić zakupami. Tak tak typowe kobiece zachowanie ale.... ale ja typowa nie jestem więc jedyne zakupy jakie toleruję to szybkie, konkretne i najlepiej bez wychodzenia z domu ;) Zasadniczo z wychodzeniem z domu problemu nie mam, natomiast z pójściem do centrum handlowego już tak. Pewnie dlatego, że w takim przybytku pracuję a kto by chciał chodzić do pracy w dni wolne??

niedziela, 15 września 2013

Przemyślenie o tym jak to ciąża cofnęła mnie o pół drogi.....




Jak w temacie.... podczas wczorajszego treningu, bardzo udanego jak na moje (nasze - bo biegam z przyjaciółką) warunki, zrozumiałam jak to mimo cudownego zysku w postaci przepięknej córki Julki, poniosłam biegowe straty. Przed ciążą biegałam 10 km w mniej niż godzinę (dla mnie to sukces), biegałam codziennie, zdarzyło się nawet zrobić dwa treningi dziennie. Biegałam minimum 10 km, kilka razy pobiegłam 15 km, raz zrobiłam 22 km i wszystko w tempie średnim 6:15 min/km.
Biegałam z kolegą Maćkiem (pozdrawiam ciepło) i byliśmy na podobnym poziomie, nie raz to ja go ciągnęłam ("no Maciek dzisiaj dyszka!!").

czwartek, 12 września 2013

Poranek po raz któryś..... las sprzyja :)

Poranek ten nienawistny dzisiaj przyniósł kilka niespodzianek, po pierwsze - saszetka jest super, po drugie - co tak wolno?, po trzecie - czemu jest tak zimno a zarazem gorąco?, po czwarte - cholerna dtśka!

No i właśnie może zacznę od punktu drugiego (pierwszy opisany w poprzednim poście). Wolno - biorąc pod uwagę powrót do biegania po 9 miesiącach przerwy to nie powinnam narzekać, a mimo to mam niedosyt. Nie chodzi mi tylko o dzisiejszy bieg bo biegło mi się bardzo dobrze (o dziwo mimo mojego nie lubienia porannego biegania). Tęsknię za bieganiem w tempie około 6 min/km. Tak wiem wszystko wróci z czasem ale ja taka niecierpliwa jestem.

środa, 11 września 2013

Saszetka - czyli gdzie by tu ten telefon trzymać?

Nowy nabytek: odblaskowa saszetka sportowa od Avon.


Zainwestowałam w taki oto pomocny sprzęt ;) wiele razy zastanawiałam się gdzie by tu umieścić, telefon, klucze, jakieś drobne.... Brałam pod uwagę etui na ramię ale w razie konieczności użycia telefonu podczas biegu raczej bym się do niego nie dostała, wszelkie kangurki wydawały mi się nie stabilne, etui na smyczy przeszkadza (tak tak testowałam pod bluzą). Więc ostatecznie biegałam trzymając w jednej ręce telefon a w drugiej klucze..... 

poniedziałek, 9 września 2013

Nie lubię!

O taaak nie lubię biegać rano, przynajmniej narazie nie lubię, bo pamiętam, że kiedyś lubiłam....
A nie lubię bo: nogi jeszcze śpią i ogólnie mam wrażenie jakbym zamiast nóg miała drewniane kłody z powbijanymi gwoździami (co zwiększa ich ciężar), przeważnie biegnę na czczo co skutkuje tym, że sił mi brak i burczy w brzuchu (wcześniejsze wstawanie aby coś zjeść odpada całkowicie), ogólnie mam wrażenie jakby była koniem pociągowym i ciągnęła cały tabor... no ale jest jedno "lubię bo" - energia na cały dzień... i tylko dzięki temu od czasu do czasu wychodzę na poranne treningi.

niedziela, 8 września 2013

Na obcasach

Niedziela pod znakiem zmęczenia i bolących stóp.... Nie nie nie odbiegania.... po 9 miesiącach chodzenia w płaskich butach przydarzyło się nam weselicho! No i obcasy poszły w rucha raczej w tan ;) Och miło było usłyszeć od znajomych, że nieźle wyglądam po tej ciąży, nic się nie zmieniłam i takie tam :) No i że znowu biegam! I a propos biegania, miał być trening dziś ale szczerze nie chce mi się, stopy bolą, głowa pęka (a nie wypiłam ani grama alkoholu), niewyspanie robi swoje, no cóż 6 tygodniowy mały ssak pospać nie da ;) No ale co się odwlecze to nie uciecze, trening będzie jutro ;)

Do zobaczenia na szlaku!!!

czwartek, 5 września 2013

Sony Smart Watch

No i stałam się szczęśliwą posiadaczką Smart Watch-a od Sony :) Dlaczego go kupiłam? Jak już wiadomo biegam z telefonem (jak wielu amatorów)ponieważ korzystam z Endomondo jak i dla bezpieczeństwa, w końcu zawsze wiadomo gdzie jestem (gps na mapie) no i w razie kłopotów można zadzwonić po pomoc. No ale to jest oczywiste. Natomiast zaczęło mi przeszkadzać trzymanie telefonu w ręce oraz sprawdzanie ile dystansu za mną bądź jak długo biegnę.... a Ci co mnie znają wiedzą, że lubię pełne liczby, czyli staram się jedną ze wskazań zaokrąglać, bądź do pełnej minuty, bądź do pełnego kilometra. Takie moje małe dziwactwo ;) No i reasumując podczas biegu kilka razy wyciągam telefon, odblokojwuję ekran, sprawdzam wskazania Endo, potem blokada, chowanie do futerału.... i to w trakcie biegu... wygodne? Raczej nie. I oto znalazłam rozwiązanie - Sony Smart Watch! 




Długo chorowałam na zegarek sportowy Garmin Forerunner 610 ale doszłam do wzniosku, że i tak bym brała telefon w trasę, samego pulsometru do monitorowania tętna użyłabym może kilka razy (nie lubię jak mam się słuchać jakiegoś sprzętu, biegam jak mi wygodnie),

wtorek, 3 września 2013

Na leniwca

No i minimum wykonane a nawet trochę więcej. Biegało się bardzo dobrze a zapowiadało się średnio, trzydniowa przerwa rozleniwia. No ale trzeba być twardym a nie miętkim ;)

Metryczka

Jeszcze coś o mnie:
mąż - posiadam od lat 7
dzieci - syn lat 6,5, córka 6 tygodni :)
zaliczone starty: brak - i to mam zamiar zmienić :)

Plan na dziś - 5 km minimum. Potem zweryfikujemy.

piątek, 30 sierpnia 2013

Jak to się zaczęło?



No i zachciało mi się napisać kilka słów... Pomyślałam, że może jeśli coś z tego wyjdzie to miło będzie powspominać jak się to wszystko rozkręcało. Aktualnie rozkręcam się po raz drugi. Przygodę z bieganiem rozpoczęłam w kwietniu 2012 roku, powód - standardowo - zrzucić z tyłka kilka kg. A że finanse średnie to myślałam, że bieganie nic nie kosztuje. No przynajmniej tak  mi się wydawało ;) Początki kosztowały mnie sporo wysiłku, potu, płaczu, złości i pęcherzy na stopach.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!