czwartek, 26 września 2013

Nie do końca samotnie na trasie.

Wczorajszy trening spędziłam sam na sam z Rihanna! Wiadomo Rihanna gościła w słuchawkach, niestety nie dogadałyśmy się co do repertuaru i gdy potrzebowałam dopingu ona zanudzała mnie balladami! Oj niedobra! Ale mimo wszystko pomogła mi uporać się z nudą samotnego, długiego wybiegania. Oczywiście wyszłam z domu z chęcią co najmniej średnią, ale i z myślą, że dzisiaj zobaczę na co mnie stać (brak koleżanki towarzyszki wywołuje u mnie dzikie biegowe żądze!).
W planach było minimum 7 km. Zaczęłam dosyć żwawo, na 4 km wyraźnie to odczułam i pomyślałam, że przesadziłam, że biegnę do domu nieważne ile km na liczniku, i tak trening mnie zadowoli bo przyspieszyłam.

Pod domem było 6 km, ale w słuchawkach usłyszałam jedną z moich ulubionych piosenek:


Poczułam, że mogę biec dalej. Grzecznie posłuchałam co mi ciało powiedziało i pobiegłam. Z nieukrywanym zadowoleniem sprawdzając tempo myślałam sobie, że to jest to, że w końcu czuję, że coś się zmienia, że mogę nadrobić zaległości. Czułam zmęczenie jak najbardziej, czułam te jak się okazało niecałe 7min/km, ale byłam mega zadowolona! Na koniec biegania Rihanna zaśpiewała mi "Only girl in the World" i nie ukrywam, że wzięłam sobie to do serca ;).


Ostatecznie trening wyszedł tak:



Dygresja na koniec: koniecznie muszę uzgodnić z Rihanna co ma mi śpiewać! ;))


7 komentarzy :

  1. Elegancko! Ja się z Rihanna nie lubię a jednak też mi czasem śpiewa do ucha - ale tylko Man down :D
    Jest coś w tej muzyce, że potrafi naładować endorfinami i kopnąć w tyłek na rozpęd ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A zauważyłaś co w tej piosence Man down facet krzyczy na początku??? to tak w ramach ostrzeżenia ;)))

      Usuń
  2. Ja polecam Jeden Osiem L - Smak zwycięstwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znam znam ale ja słuchając muzyki w czasie biegu bardziej zwracam uwagę na jej rytm i tempo niż tekst ;) No chyba, że piosenkę bardzo lubię a rytmicznie nie pasuje to ewentualnie mogę zrobić wyjątek ;)

      Usuń
  3. Ja mam swoją teorię na temat słuchania muzyki podczas biegania. Wyczytałem w książce Jeffa Gallowaya teorię "brudnych sztuczek". O zakłócaniu pracy lewej półkuli mózgu (która odpowiada za logikę) i która namawia nas do tego przy przerwać, dać sobie spokój bo i tak nie damy rady. Trzeba wtedy uruchomić prawą półkulę by zakłócić negatywne sygnały. Prawa półkula odpowiada za wyobraźnię i myślenie abstrakcyjne. Galloway radzi by w chwilach słabości uruchomić wyobraźnię. Wymyślać jakieś absurdy, planować nakręcenie filmu w miejscu gdzie się jest itp. Ja mam skomponowaną playlistę na mp3 z utworami, z których każdy przynosi mi jakieś wspomnienia. Najczęściej miłe. Pomaga mi to uciec w krainę fantazji choć mam świadomość, że tak naprawdę nigdy nie byłem na granicy krańcowego zmęczenie. Nie wiem czy wtedy by mi to pomogło. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli po prostu gdy jest kryzys trzeba uruchomić wyobraźnię, no coś w tym jest :) Ostatnio mam mało tematów do rozmyślań więc muzyczka skutecznie mi pomaga w nie myśleniu w czasie biegu o bieganiu :)) A co do tego czy by pomogło w mega kryzysie? Myślę, że stosując tą metodę taki się nie zdarzy ;))

      Usuń
  4. Ja mam kilka utworów, które polecam:
    1. "Slow it down" - Amy Macdonald
    2. "Born to run" - Bruce Springsteen
    3. "The final countdown" - Europe
    4. "Man down" - Triggerfinger (ale oryginał Rihanny)

    Usypiają mnie i demotywują "Pink Floyd". ;)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!