poniedziałek, 28 października 2013

Plan treningowy - 3 i 4 tydzień.

Po kolejnych dwóch tygodniach czas na weryfikację. Cały plan do wglądu TUTAJ.

Tydzień 3 i 4:


Tydzień 3.
Pierwsza piątka nie wypadła lepiej niż ta wcześniejsza, w ogóle cały ten stał pod znakiem zapytania. Kasia zachorowała, więc perspektywa samotnych biegów nieco mnie zdołowała. We środę Kasia dała znać, że nie da rady biegać i czy możemy to przesunąć o jeden dzień. No pewnie, że możemy bo przecież plan planem ale zdrowie najważniejsza. No niestety Kasia zaniemogła na cały tydzień i wspólny bieg wykonałyśmy dopiero w następną środę. Niestety mimo naprawdę pięknej pogody, nastał czas kiedy to ona również weryfikuje moje plany. Po poniedziałkowej piątce kolejny trening zrealizowałam w czwartek samotnie i jak widać znowu mnie poniosło i nie wierzyłam, że dam radę zrobić szybki finisz ale udało się :).
W piątek jeszcze miałam nadzieję, że Kasia do mnie dołączy ale niestety.... Mimo to samotnie biec nie musiałam, towarzystwa dotrzymała mi Asia. Tak się zagadałyśmy, ja ignorowałam endo, że jak spojrzałam na zegarek to stwierdziłam, że nieźle się rozbiegałyśmy ;). Miało być 8 km a wyszło 10 km :) I to z całkiem niezłym jak dla mnie czasem tym bardziej, że go nie pilnowałam.

Tydzień 4.
W związku z tym, że raz na jakiś czas mój ślubny pracuje na drugą zmianę, ten tydzień musiałam biegać rano, a wiadomo już, że bardzo tego nie lubię. Oczywiście szybka piątka była stanowczo za szybka, na 3 km myślałam, że padnę na twarz a jedynym sposobem na uniknięcie tego zdawało się pójście do domu. Jednak szybko te myśli odgoniłam i jakoś zmęczyłam te 5 km. Średnie tempo: 6:13! Oj przesadziłam i t grubo! Gdybym miała pulsometr pewnie by eksplodował ;). Jak już wspomniałam w środę Kasia powróciła na trasę. Podbiegi znowu w nowym miejscu i...... w upale!!! O tak cudownie było pobiegać w krótkim rękawku i krótkich spodenkach i spocić się okrutnie! Kasia niestety ubrała się na długi rękaw i długie spodnie co spowodowało przejście w marsz dla razy i zrobienie jednego kilometra mniej. Taka mała nauka na przyszłość :). 
Piątek - cóż to był za piątek, najgorszy bieg ever!!! Założenie było cudowne - bieg po pięknym jesiennym lesie! Niestety prócz tego, że był piękny był też błotnisty, śliski i niebezpieczny. Umordowałyśmy się strasznie co widać na załączonym obrazku! Tempo 8:07 mówi samo za siebie. Czy byłyśmy złe na siebie? I tak i nie! Bo stopień zmęczenia pozwolił mimo wszystko zaliczyć trening do udanych! Ostatni trening - z Asią w sobotę. Z Kasią byłyśmy umówione na niedzielę, jednak pogoda miała w nosie nasze plany i treningu nie było.

Podsumowanie - zasadniczo źle nie jest, plan to tylko pewne ramy, w których chcemy się zmieścić. Nadal priorytetem jest zdrowie i sama przyjemność biegania!


2 komentarze :

  1. Hej, hej; może dasz się zaprosić do Katowic:
    http://twojezwyciestwo.wordpress.com/2013/10/30/aktywnosc-w-naturze/
    - cały cykl fajnych zawodów

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem zapisana, tylko muszę jeszcze opłatę zrobić :)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!