poniedziałek, 24 lutego 2014

Półmaraton w Żywcu - dlaczego? po co? i jak ja to zrobię?

Ostatnio coraz częściej słyszę pytanie: "Jak tak przygotowania do półmaratonu?"

http://www.halfmarathon.zywiec.pl/

Szczerze to nigdy nie wiem jak odpowiedzieć na to pytanie. Przygotowania do biegów kojarzą mi się z dokładnie rozpisanym planem i ze skrupulatnym jego wykonywaniem. Ja nie mam ułożonego planu. Mam pewne założenia, które wykonuję bądź nie. Nie wiem, może podchodzę do sprawy zbyt lekceważąco, w końcu profil trasy to nie jakieś tam wybieganie. Moja ignorancja odnośnie planów treningowych wynika także z tego, iż nijak nie da się mnie "wsadzić w ramki", choć same ramki, wykresy i wszelkie "excelowskie" cuda uwielbiam ;). Z pewnością także z tego, iż nie traktuję swojego biegania aż tak poważnie, przede wszystkim chcę aby sprawiało mi ono radość, a od radości do poczucia obowiązku jest bardzo krótka droga.



A jakie są te moje założenia?
  1. Biegać około 50 km tygodniowo - z tym będzie dość trudno, gdyż powrót do pracy za tydzień (!) dość mocno ukróci mój czas wolny.
  2. Przynajmniej raz w tygodniu robić podbiegi.
  3. Kontynuować ćwiczenia siłowe i ogólnorozwojowe - niestety nogi mam dość słabe i obawiam się, że one pierwsze mogą w Żywcu zastrajkować.
  4. Chodzić po schodach - za radą kolegi Miłosza ;).


Wracając do kwestii traktowania biegania na poważnie, nie zrozumcie mnie źle... oczywistym jest iż w miarę biegania chciałabym zauważać progres, jestem upartą osobą, która jak sobie coś postanowi to zrobi wszystko by dosięgnąć celu. Natomiast oczywisty jest również fakt, że na bieganiu się znam tyle o ile, amator z przebieganymi zaledwie 1500 km nie jest traktowany jak poważny sportowiec ;). Poważny sportowiec w moim rozumieniu to osoba, która trenuje po to by się ścigać - o ile amator ściga się głównie z samym sobą, to ów sportowiec walczy o jak najlepsze miejsce na liście wyników. Może i ja kiedyś powiem, że moje bieganie to poważna sprawa, natomiast patrząc realnie raczej pozostaje mi ściganie się z samą sobą i pokonywanie swoich słabości. (O tak pokonam was - słabe nogi!).

Dlaczego Półmaraton w Żywcu?



Zapisując się na zawody w Żywcu miałam przed oczami piękne okoliczności przyrody, perspektywa biegu dookoła Jeziora Żywieckiego spowodowała, iż zapragnęłam tam być! Zapisując się nie miałam zielonego pojęcia jak wygląda trasa dokładnie, nie wspomnę o jej profilu. Nie myślcie sobie, że nie zdawałam sobie sprawy z tego, że Żywiec to góry ;). Po prostu moje impulsywna natura sprawia, że najpierw działam, potem myślę ;). Mam nadzieję, że w czasie biegu uda mi się pozachwycać się widokami, aczkolwiek obawiam się, że tak się skupię na biegu, że niewiele z trasy zapamiętam. Będzie co będzie! Carpe diem!

ps. na dzień dzisiejszy na liście startowej widnieje 682 zawodników, z czego (policzyłam) biegnie zaledwie 99 kobiet!!!! 

12 komentarzy :

  1. Plany są nie po to żeby bić rekordy tylko po to by przyzwyczajać organizm do wysiłku stopniowo i uniknąć kontuzji. Jeżeli też masz taki cel to znaczy, że masz plan i nie mów, że go nie masz. "Plan" nie musi być wypisanym na papierze zestawem kilometrów. Możesz plan realizować "luźno" i to właśnie robisz. Powodzenia. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ufff :) czyli jest jakiś plan w tym "nieplanie" ;) generalnie chodzi mi o to, że to jaki trening zrobię danego dnia uzaleznione jest od mojego "widzimisię" ;)

      Usuń
    2. poza tym myślę, że wiele osób pisze plany po to by przyzwyczaić organizm do wysiłku, który w rezultacie pozwoli bić rekordy ;)

      Usuń
    3. Ja wprowadzam plan by w ogóle przebiec dany dystans. Do bicia rekordów są inne plany. :) A że biegasz nie zawsze we wtorek czy czwartek a jak Ci pasuje to nic złego w tym nie ma. Masz założony kilometraż i robisz treningi kiedy masz ochotę. Spoko. Mnie na przykład łatwiej realizować plan z góry nakreślony. Ale to kwestia podejścia i charakteru. Ja jestem umysł ścisły i wolę wiedzieć z góry co i kiedy. ;)

      Usuń
  2. a ja pauzuję po tej 15tce już 4 dni, tak mnie siekło! Ale dzisiaj 8 w planie, mam nadzieję, że wyrobię ;)

    I nie pisz, że nie masz planu, jest naprawdę dobry i Twoje treningi też super, ja totalnie leżę w tej kwestii także jak jako jedyna kobieta z tej niecałej setki nie dobiegnę to się nie zdziwię. Chociaż podejrzewam, że choćbym się miała doczołgać na metę to ukończę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Maja oby to co robię wystarczyło :) bo te podbiegi nieco mnie przerażają.

      Usuń
  3. masz założenia, a to znaczy, że plan jest, taki "na miękko":) a w Żywcu na pewno będzie wspaniale - ciesz się trasą:) wydaje mi się, że tam będzie przepięknie:) że pod górkę? czasem tak bywa:) a wiesz, że w zeszłym roku jak zapisywałam się na Półmaraton Ślężański ( który też jest mocno podbiegowy), też w ogóle zapomniałam pomyśleć jak to z punktu widzenia profilu trasy może wyglądać:) uświadomiła mnie przyjaciółka, która też się najpierw zapisała i zapłaciła,a potem zaczęła analizować sytuację:) i co, przebiegłyśmy, świetnie się bawiłyśmy, mimo ponad 9km podbiegów i hulającego mroźnego wiatru - który też był zaskoczeniem, bo przecież w pierwszy dzień wiosny to miało być na krótkie rękawy:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to widzę, że nie tylko ja taka w gorącej wodzie kąpana ;) Mam nadzieję, że 30 marca będzie około 10 stopni żebym mogła pobiec lekko ubrana :)

      Usuń
  4. Żywiec to jeden z naszych najładniejszych asfaltowych półmaratonów. Ślężański mu dorównuje i może jeszcze jakiś, w którym nie biegłam;)
    Schody to dobry pomysł, podbiegi - obowiązkowo, siła też. Najważniejsze - dobre nastawienie:)
    Powodzenia:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałam relację z poprzedniego roku i jeszcze bardziej chcę tam być! :)) Dzięki!

      Usuń
  5. "...natomiast patrząc realnie raczej pozostaje mi ściganie się z samą sobą i pokonywanie swoich słabości" - a czy to właśnie w bieganiu nie jest najpiękniejsze? :) Damy radę - ty przebiegniesz półmaraton w Żywcu a ja w Poznaniu ;) Co do ćwiczeń nóg - może uda ci się znaleźć siłownię miejską gdzieś w pobliżu - bardzo fajna sprawa. A statystykami się nie przejmuj - ja tam zawsze jestem dumna, że swoją skromną osobą zwiększam procentowy udział kobiet w biegach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kochana siłownię to ja mam 10 pięter niżej ;). Jestem taką szczęściarą, że mam fitness club pod blokiem ;). Ale jak to zwykle bywa, pod latarnią najciemniej. A tak poważnie to spróbuję na razie w domu poćwiczyć, jakoś nie przepadam za siłowniami.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!