niedziela, 18 maja 2014

Przełaje - błoto, pokrzywy i robaki we włosach.




"Bieg przełajowy – bieg w terenie, najczęściej w lasach, na łąkach lub w innych miejscach, gdzie bieg jest naturalnie utrudniany przez przyrodę." - Wikipedia. 





Dzisiaj po ponad miesiącu udało mi się zaliczyć 10 km leśnego truchtania. Rozkoszowałam się każdą chwilą spędzoną w lasku, zachwycałam się każdym mijanym drzewem, wsłuchiwałam się w odgłosy zwierząt. Bieg zaczęłam w części lasu dobrze mi znanej, ale miałam chytry plan przebiec na drugą stronę muru. Jakiś czas temu mój RAJ NA ZIEMI został bezczelnie przedzielony przez mur - budowę Drogowej Trasy Średnicowej. Z tego też powodu moja leśna przestrzeń została drastycznie ograniczona. Wspominałam o tym tutaj





Bieg z 05.02.2014

Jeszcze do niedawna muru przekroczyć się nie dało, ale ostatnio mimo wszechobecnych znaków zakazu ruchu pieszych, zostało udostępnione przejście na "drugą stronę". Oczywiście mój plan zakładał przebadanie tej "drugiej strony", sprawdzenie ile z niej jeszcze pamiętam. Nie wiem jak Wy kochani czytacze, ale ja uwielbiam badać nieznane mi tereny, skręcić z ścieżkę, która tajemniczo znika gdzieś w kniejach, wybiec gdzieś dalej, gdzie mnie jeszcze nie było i z odrobiną niepokoju szukać drogi powrotnej. Przebiegając na tę "drugą stronę", czułam się trochę jak mały odkrywca. Wiele z tego co pamiętałam z początków mojej biegowej miłości nie zmieniło się. Nie byłam jedynie pewna gdzie są "dziury w murze", które umożliwią mi powrót. 






Dzisiaj nie biegałam sama ;).

Biegnąc po tych leśnych ścieżkach czułam się, jakbym powróciła z dalekiej, asfaltowej podróży. To tutaj zaczynałam bieganie, tutaj wylewałam litry potu, modliłam się aby te 30 minut biegu skończyło się już po 10 minutach. A dzisiaj - myślałam "CHWILO TRWAJ!"

W przełajach lubię najbardziej tą różnorodność terenu, nigdy nie jesteś pewna, pewny, co będzie za zakrętem. Czy ścieżka, która zawsze była przyjazna dla biegacza nie okaże się teraz rwącym potokiem a przynajmniej wielką, błotną kałużą ;). A dzisiaj przeskakiwałam wiele kałuż i brnęłam w błocie nie raz. I żałowałam tylko jednego, że ubrałam białe skarpetki! (Buty spisały się świetnie - ale o tym to już gdzie indziej i kiedy indziej.)





Ssssssssss - tym razem nie dzik i nie sarna, ani nawet wiewiórka.


Generalnie (już) nie biegam z telefonem, ale do lasy (zwłaszcza gdy mam w planie głębsze jego penetrowanie) zdarza mi się wziąć smarttela aby w razie czego mieć kontakt z cywilizacją. Przy okazji udało mi się zrobić kilka fotek (jedną słitaśną), abyście zobaczyli to co ja. A tak w ogóle to chciałabym się Wam częściej pokazywać w biegowym anturażu, ale niestety biegam bez asysty, a jeśli już w towarzystwie to bez smarttela, więc sorry! ;)






I na koniec coś co mnie zasmuciło niezmiernie - rozkoszując się pięknem lasu, szumem liści, najpiękniejszymi odcieniami zieleni, nagle moim oczom ukazał się pomnik człowieczeństwa.....




2 komentarze :

  1. jaki piękny las, szkoda tylko że ktoś go tak postanowił zgrabnie "przyozdobić";/
    uwielbiam biegać, łazić i generalnie przebywać w lesie, tam się naprawdę najlepiej odpoczywa:) a telefon do lasu bierz zawsze:) generalnie ja jestem zdania, że zawsze lepiej mieć go ze sobą jak się idzie biegać, tak w razie czego:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Odważna jesteś na maxa!!
    U mnie nie ma możliwości,żebym wbiegła do lasu, nigdy sama!! Bardzo się boje hahaaaaa,wiec zazdroszczę Ci

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!