czwartek, 2 października 2014

A ja się pytom, po co mi był ten Bytom? - 6 Bytomski Półmaraton

A może powinnam zapytać po co mi był start w wieczór przed Półmaratonem Bytomskim? No tak myślę, że na mój kiepski start w Bytomiu wpłynęło wiele rzeczy. Teraz już nic z tym nie zrobię, pozostało mi tylko wyciągnąć wnioski i nie popełniać tych samych błędów w przyszłości.

Na start pojechałam z Justyną i jej bratem, oraz jego żoną. Na miejscu spotkaliśmy resztę ekipy. Standardowy skład: Gosia, Maciek, Tomek, Jacek, Dawid.

Po kilku chwilach rozmowy zrobiliśmy szybką rozgrzewkę i już trzeba było ustawić się w strefie startu.



Chwila na pogaduchy.

Gosia prowadzi rozgrzewkę :)

Tuż przed startem.

No i ruszyli! Początek był dość obiecujący, biegło się całkiem przyjemnie w tempie pozwalającym myśleć o przebiegnięciu dystansu w dwie godziny. Niestety sielanka nie trwała długo.... koło 8 kilometra poczułam, że jest coraz trudniej.... Justyna pruła do przodu, Gosia już od początku daleko przed nami, o chłopakach nie wspomnę ;). A ja poczułam, że dalej biec nie mogę..... nogi zrobiły się ciężkie, chyba wyszło ich zmęczenie po wieczornym bieganiu w Parku Śląskim. Coś mnie zaczęło kłuć w łydce.... ale to akurat mały figiel. Najgorsze przyszło po jakichś kolejnych trzech kilometrach, poczułam dziwny ból w lewej stopie, dokładnie na śródstopiu.

Połowa trasy.
10 kilometr..... dobiegamy do strefy mety, ci co biegli 10 kilometrów wbiegają na metę, a my odbijamy w lewo na drugie okrążenie. Ależ było mi źle widząc tą metę i wiedząc, że przede mną jeszcze jedna runda a stopa dokucza coraz bardziej. Nie pamiętam w którym momencie odłączyłam się od Justyny.... nie miałam już ochoty na nic, no może jedynie na zdjęciu butów i udanie się gdzieś na trawkę poleżeć.


Zdjęcie straszne ale całkowicie oddaje to jak się czułam.

Dalej było już tylko gorzej. Podbiegi pokonywałam marszem, nie dawałam rady wbiegać na śródstopiu. W mojej głowie toczyła się wojna, biec, nie biec, iść, zrezygnować. Byłam zła, smutna, zawiedziona i modliłam się o koniec. Na swoje nieszczęście zapomniałam wziąć odtwarzacza mp3. Wszystko było nie tak.

Na metę wpadłam z czasem gorszym niż w Żywcu....


Ufff to już zaraz koniec!



W tym miejscu chciałabym gorąco podziękować Gosi. Gdyby nie Ty, to nie wiem co bym zrobiła. Nie wiem co mi się stało, chwilę po przekroczeniu mety, poczułam, że nie potrafię zaczerpnąć powietrza, w głowie mi się kręciło, płuca szalały a ja starając się zachować spokój łapczywie łapałam każdy gram powietrza...

A oto powód mojej bolącej stopy:



Jako, że z ekipy byłam ostatnia od razu poszliśmy coś zjeść i napić się kawki. Niestety żadne z nas samochodu nie wygrało, ale każdy z nas wyniósł coś z tego biegu. Moim kochanym biegaczom gratuluję życiówek! Jesteście rewelacyjni!

Czas na posiłek regeneracyjny.

Z Maćkiem, Dawidem i Gosią

Maciej sprawdza wyniki :)

Sesja po..... nikt nie dał się namówić na skakanie ;)

A na koniec trochę wygłupów :).

I na koniec mapka:





5 komentarzy :

  1. I tak jesteśmy najlepsi ! :) Niezależnie od czasów ! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Oj, z taką raną to powinnaś być dumna, że się nie poddałaś i dobiegłaś!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie nie potrafię, zawaliłam i tyle, teraz trzeba się poprawić :-)

      Usuń
  3. Tak czasami bywa. Głowa do góry i jedziesz dalej z koksem! Przed Tobą większe wyzwania! Do boju!

    OdpowiedzUsuń
  4. auć, biedna stopa! czasami tak jest, że bieg nie wychodzi tak jakbyśmy chcieli, ale co tam. Na szczęście wiele biegów przed Tobą, a taki pech jak rozkrwawiona stopa na szczęście nie zdarza się zawsze:) Trzymaj się ciepło:)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!