środa, 22 października 2014

Przyjemność biegania - synonim I Półmaratonu Gliwickiego.

No i w końcu! Półmaraton Gliwicki! Wiecie dobrze, że z tym biegiem nie wiązałam żadnych planów. Ot po prostu miałam pobiec i bawić się przy tym świetnie. Pozwólcie, że od teraz każdy start w zawodach będę określała jako spotkanie towarzyskie, bo prawdę powiedziawszy, dla mnie to nie walka o złote gacie ale czas spędzony wśród super ludzi. To taka alternatywa klasycznych imprez po których głowa boli, po tych imprezach mogą boleć jedynie nogi ;). Wracając do samej biego-imprezy... Pakiet startowy odebrałam dzień wcześniej przy okazji zorganizowanych biegów dla dzieci. Oczywiście mój młody również pobiegł i zdobył swój trzeci medal.



Rozgrzewka :)




Tuż przed startem :)




 Medale :). Na zdjęciu z Mają - córką Krysi.


Szczerze powiedziawszy, bardzo nas zmęczyła ta cała impreza, pomysł i wykonanie super, no może mogłabym się przyczepić do organizacji przy zapisach dzieci, ale największym problemem są niesubordynowani rodzice. Ale to już temat nie na ten post.

NIEDZIELA....

Makaronowe śniadanie, pakowanie i żwawy spacer na miejsce zbiórki. Na imprezę zabrałam się z Gosią. Gdy dojechałyśmy do Gliwic, na parkingu było jeszcze pusto a miasto sprawiało wrażenie jeszcze śpiącego. Rześkie powietrze i przebijające się słońce wróżyły wyśmienitą pogodę. Zaczęło przyjeżdżać coraz więcej zawodników, atmosfera zaczynała się zagęszczać, w powietrzu czuć było adrenalinę i testosteron! ;)) 

Po przypięciu numerków udaliśmy się na rozgrzewkę.






W międzyczasie kilka wymian zdań ze znajomymi (Dawid, Gosia, Basia, Piotr) i tuż przed 10.00 ruszyliśmy w stronę linii startu. Razem z Gosią miałyśmy plan biec przy balonikach na dwie godziny.
Generalnie zobaczymy jak się będzie biegło. A kochani moi biegło się FANTASTYCZNIE!  Zanim wskoczyłyśmy we właściwy rytm biegu, powyprzedzałyśmy część biegaczy i kijkarzy, ale po trzecim kilometrze byłyśmy już na właściwych torach. Baloniki zostawiłyśmy nieco w tyle by w razie czego nie było potrzeby ich gonić. 

Na trasie - ostatnia prosta.


Kilometry mijały szybko, kibice dopingowali a ustawieni w kilku miejscach bębniarze dodawali energii (fantastyczny pomysł - brawa dla organizatorów!!!). Biegło mi się dobrze, aczkolwiek skłamałabym gdybym napisała, że lekko i bez wysiłku, momentami ja próbowałam dotrzymać Gosi kroku, by za kilka metrów dalej "pozajączkować" Gosi. Trzymałyśmy się razem cały dystans. Pilnowałyśmy tempa i siebie nawzajem. Ostatecznie na metę wbiegłyśmy jednocześnie, mogłyśmy się jeszcze tylko za ręce złapać ;). Gosia następnym razem musimy to poprawić!! ;)))


Piąteczka z Justyną :)




Nie napiszę tutaj, że wbiegając na metę zaskoczył mnie widok zegara z czasem poniżej dwóch godzin. Oczywiście cały czas monitorowałam nasz bieg i po 16 kilometrze już byłam pewna, że o ile nie zwolnimy, to wykręcimy życiówki. I PÓŁMARATON GLIWICKI ukończyłyśmy z czasem netto 01:55:50. 

Na mecie dostałyśmy po różyczce :), oczywiście medale i..... no i miała być jeszcze zupa i kosmetyki, ale tego już nie dostałyśmy. Za to dostałyśmy jeszcze życiówki i tonę endorfin!


Dawid i jego kobiety! ;) (ja, Dagmara, Gosia i Gosi Mama)
Imprezowicze :) Dawid, Gosia T, Basia, Łukasz, Gosia, Piotr, ja i Krysia.


Podskok w stylu fali ;)

Dawid, ja, Łukasz, Krysia, Gosia.


Nie mogłabym w tym miejscu nie wspomnieć o reszcie imprezowiczów! Dawid również wykręcił życiówkę, Gosia T przebiegła pierwsze swoje 13 km. Gratuluję super biegu Jackowi, Krysi, Tomkowi, Łukaszom, Basi, Piotrowi (kolejność przypadkowa) i reszcie znajomych mniej lub bardziej, których nie udało mi się spotkać osobiście. 
Dziękuję również Justynie i Maćkowi za ich obecność i super kibicowanie!

I Półmaraton Gliwicki oczami kibica Maćka możecie zobaczyć TUTAJ
Międzyczasy i inne info na ENDO.

ps. Co do organizacji zawodów - wszystko było prawie idealne, przyczepić się mogę jedynie do braku wodopoju po 13 kilometrze, oraz braku posiłku regeneracyjnego po biegu - kubek z zupą, której z resztą nie dostałam to trochę mało ;). Cała reszta - klasa!





2 komentarze :

  1. Posiłek był po biegu w Progress Bar - Makaron z potrawką z kurczaka. Odcinali kawałek numeru startowego . Pychotka. na miejscu i na wynos. Szkoda tylko że organizatorzy nie powiedzieli tego głośno !!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej :( jaka szkoda, że nie powiedzieli bo na pewno bym skorzystała z poczęstunku.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!