poniedziałek, 3 listopada 2014

Podsumowanie plus kilka spraw na dokładkę.... ten cholerny październik 2014.


Kolejny miesiąc przeciekł mi przez palce..... A i owszem przebiegłam swój pierwszy maraton, poprawiłam czas w półmaratonie o ponad 4,5 minuty.... i to by było na tyle. Kilka dni biegowych, zrobionych bez większego entuzjazmu.... no może nie do końca, każdy czwartek witam bardzo entuzjastycznie! Night Runnersi jesteście najlepsi!!







Prócz maratonu i półmaratonu, wzięłam udział w biegu w Europie Centralnej (takie centrum handlowe w Gliwicach ;)). Wzięłam udział owszem ale nie biegając, pojechałam dopingować znajomych - Gosię i Jacka, oraz mojego syna, który jak zwykle na komendę start, stał i patrzył jak wryty w pana z mikrofonem. Nie zatrzymywanie się przed metą już opanował, ale ze startem ma jeszcze problem! ;))) Nie wspominałam o tym biegu wcześniej, bo zapomniałam! Odbył się on dzień przed maratonem i chyba dlatego jakimś cudem ominęłam to wydarzenie. Co do samego biegu, przyjechałam tak akurat aby zgarnąć Gosię z mety i jeszcze zdążyć pokrzyczeć trochę do Jacka, wyglądał na niezwykle zdziwionego moim widokiem ;). Tak czy siak uwielbiam kibicowanie i ten moment kiedy nagle ktoś rusza do przodu po chwili zwątpienia. 


Jacek z Gosią :)


Moje dziecię to te w niebieskiej koszulce, wystartował jako ostatni, dobiegł w połowie stawki ;). Gapa moja kochana!

A poza bieganiem co się działo w październiku? No cóż miesiąc rozpoczęłam bardzo smutno, nie będę więcej pisać - wiecie. Potem generalnie gdyby nie Night Runners to bym chyba z domu nie wychodziła. Dawno w jednym miesiącu nie stało się tyle przykrego i tyle dobrego, co w tym cholernym październiku. Obok euforii wzięcia udziału w zawodach, z których jestem zadowolona i to bardzo, moje serce cierpiało bardzo... i nie chodzi mi tu już tylko o mojego Tatę.... moja przyjaciółka straciła małą istotkę, tuż przed rozwiązaniem stała się tragedia, której nie potrafię zrozumieć i nie pogodzę się z tym nigdy.... z całego serca pragnę choć trochę ulżyć jej w cierpieniu.... lecz nie da się... oferuję swój czas, wsparcie i mam nadzieję, że pomogę chociaż troszkę....

Kochani moi pamiętajcie, że każdy dzień to dar, prezent w postaci chociaż chwili z ludźmi, na których Wam zależy, doceńcie każdy moment, nie rozstawajcie się pokłóceni, nie kładźcie się spać w złości.... kto wie co przyniesie następny dzień!

Ściskam Was wszystkich!!!

3 komentarze :

  1. I wyłamałaś mi się z blogerów- biegaczy początkujących:) już maratony, poważne biegi na koncie! A poza smutkami zobacz, na zdjęciu biegnących dzieci- coś niesamowitego- one prawie wszystkie fruwają! To oddaje taką młodość i radochę, że trzeba czerpać z tego pomimo przeciwności losu. Gratuluję sukcesów biegowych i głowa do góry, pozdrawiam, kamila

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!