piątek, 20 listopada 2015

No dobra a teraz co? - SIŁKA! CROSSFIT W S.A.S

Pytajcie mnie moi drodzy co teraz po koronie? Jakie kolejne plany, wyzwania? Pytajcie! Jak na razie ciężko mi odpowiedzieć dokładnie jakie wariactwo zaplanowałam na przyszły sezon, na razie odpoczywam od biegania. NIE, TO NIE ZNACZY, ŻE NIE BIEGAM! Znaczy to tyle, że biegam mało, luźno i tylko wtedy gdy mam na to ochotę (czyli jak zwykle). Zanim wezmę się za przygotowania biegowe do wiosennego startu (TAK, TYM RAZEM CHCĘ SIĘ PRZYGOTOWAĆ - ale jeszcze nie napiszę jak), to można powiedzieć, że w pewnym stopniu już te przygotowania się zaczęły.... nieudolne i umęczone, ale uwaga - TRAKTUJĘ JE NA POWAŻNIE i gorąco wierzę w to, że z treningu na trening będzie coraz lepiej!

Night Runnersi nie tylko biegają! 


Z Crossfitem miałam już styczność na początku roku.... nie pociągnęłam zbyt długo niestety, nie wiem czy pamiętacie, ale cały pierwszy kwartał chorowałam. Nie byłam w stanie dać z siebie więcej nie ryzykując pogorszenia swojej sytuacji. Dla przypomnienia klik --> CROSS TRENING W SHAUSHA SPORT CLUB.

Teraz postanowiłam tą znajomość odnowić. Tym razem wybrałam miejsce typowe dla crossfitu, salkę specjalnie do tego treningu przystosowaną, lokalizacja - rzut beretem od mojego domu.




S.A.S czyli The Story of Athletes Society - to miejsce gdzie w dość kameralnym gronie, Przemek (władca absolutny ;)) wyciska ze mnie ile może. A może coraz więcej i na szczęście ból po tych torturach trwa ale uwaga, z dnia na dzień szybciej wracam do stanu względnej używalności. Ba! Nawet udaje mi się pobiegać trochę  - dyszka to teraz moje maksimum. Jak widzicie postanowiłam w końcu wziąć się za siebie!
CHCESZ TRAFIĆ DO S.A.S? klik -----> S.A.S. ZAJRZYJ KONIECZNIE

Każdy wie, że aby biegać trzeba ćwiczyć, ale wiedza to za mało! Owszem mogłabym pozostać przy dywanówkach, ale znacie mnie już trochę, a ja siebie znam już dość dobrze (choć nie do końca;)) i wiem, że jak nie mam bata nad sobą to odpuszczę! O tak! Jak ja zazdroszczę tym wszystkim super biegaczom, super sportowcom, tej determinacji i zdyscyplinowania! Mnie zawsze jakieś wewnętrzne NIE BO NIE kazało stawać okoniem do wszelkiego rodzaju ramek, w które musiałam, chciałam, próbowano mnie wstawić. ALE WODNIKI JUŻ TAK MAJĄ! Chcecie wiedzieć jaka jestem? Przeczytajcie jakikolwiek opis wodnika a będziecie mieli odpowiedź!

Z Kubą - świetnym facetem i super kolegą jeszcze z podstawówki!


CROSSFIT! To coś na czym teraz się skupiam, jest to mój główny trening i mam zamiar pociągnąć to do końca stycznia, potem będę musiała troszkę odpuścić na rzecz biegania. A może uda mi się bez zmniejszenia ilości treningów crossfitowych, zwiększyć ilość treningów biegowych?? Słabo to widzę, ale NIE MÓWIĘ NIE!  Na dzień dzisiejszy dobrze mi tak jak jest, bieganie było, jest i zawsze będzie moim sposobem na życie.... ale wiecie co? Ten crossfit to chyba zacznie z bieganiem konkurować ;). A więc ROBIMY SIŁĘ! Budujemy fundamenty! Wzmacniamy się! Walczymy!

Wierzę, że będzie efekt, będzie moc i kto wie, może  i życiówka na wiosnę? ;) Ale jeszcze nie wiem na jakim dystansie! Pomysłów jest kilka, ale na razie cicho sza!
Do następnego!
I pamiętajcie, bieganie to nie wszystko! Siła! Siła! Siła!
Będziecie mnie wspierać? dopingować? Liczę na WAS!

Dawid, ja i Wojtek - wariactwo do sześcianu!







wtorek, 3 listopada 2015

"SZTUKA CIERPIENIA" Shane Niemeyer, Gary Brozek. - (anty)poradnik, który wciąga jak narkotyk!

Kilka dni temu w moje ręce trafiła książka (w zasadzie to dwie książki, ale o tej drugiej będzie później) z oferty Wydawnictwa Galaktyka. Książka zainteresowała mnie już samym tytułem - "SZTUKA CIERPIENIA". 

Książka opowiada o życiu i drodze do spełnienia marzeń sportowca, triathlonisty i Ironmana - Shane Niemeyer. Nie przepadam za książkami typowo poradnikowymi, z suchymi opisami. Jako miłośniczka literatury kryminalnej (King, Koontz, Lumley - no może to nie kryminał), często książki stricte poradnikowe po prostu mnie nudzą. "SZTUKA CIERPIENIA"  to nie poradnik, w pewnym stopniu to nawet antyporadnik. To świetna historia o życiu człowieka, który zupełnie przez przypadek zmienił swoje życie! Jego walka i determinacja fantastycznie pokazuje, że gdy się chce spełnić marzenia trzeba ciężko pracować i przy niepowodzeniach nie poddawać się! 

Książka ta nie jest tak właściwie o bieganiu, bieganie a właściwie triathlon to tło dla historii ogromnej przemiany z człowieka - wraka w człowieka - zwycięzcę! Nie mówię tu bynajmniej o zwycięstwie sensu stricte w zawodach, ale o zwycięstwie nad swoimi słabościami!

 Na wstępie napisałam, że jest to antyporadnik. Nie tak do końca oczywiście, z tej książki można czerpać wiele. Zarówno brać przykład, jak i wystrzegać się pewnych sytuacji czy sposobu działania. Więcej pisać nie będę, nie chcę Wam zabrać przyjemności czytania! A "SZTUKĘ CIERPIENIA" czyta się wyśmienicie! Bohater książki ma w sobie tyle sprzeczności, że z pewnością Was nie znudzi!

Gorąco polecam tą pozycję. Nie jest to kolejny poradnik jak biegać, ale świetna opowieść jak spełniać marzenia!

Do kupienia tutaj ----> SZTUKA CIERPIENIA




środa, 28 października 2015

Ubrania do biegania - ja polecam także z Tchibo!

Koszulka z najnowszej kolekcji.
Pamiętacie reklamy w telewizji o ubraniach i innych przedmiotach z Tchibo? I to zdziwienie, że przecież Tchibo to kawa? Swoją drogą całkiem niezła ;). Natomiast ja już od dawna w Tchibo kupuję także ubrania do biegania! Serio! Kiedy przeglądam zdjęcia z zawodów, to na większości z nich mam ubrane czarne spodnie 3/4.... właśnie marki Tchibo! Dlaczego Wam o tym piszę? Bo lubię polecać to co dobre a jednocześnie nie drogie. Jesetem jedną z tych biegaczek, które prócz biegania mają normalne życie! Mam na myśli, niekończące się wydatki na dom i na dzieci. O tak to są studnie bez dna, kochane studnie! ;) Ale ja nie o tym miałam pisać!



Koszulki techniczne to bardzo ważny element naszej biegowej garderoby! Nie powinny obcierać, kręcować ruchów, natomiast powinny przede wszystkim pdprowadzać wilgoć z naszej skóry! O ile w bawełnie można biegać ( bo kto Wam zabroni) na przykład latem, to kiedy robi się chłodno to zdecydowanie nie polecam bawełnianych ubrań biegowych! Przeziębienie gwarantowane! Nie będę Wam tu pisać o właściwościach koszulek technicznych, możecie to sobie wygooglować ;).



Wracając do Tchibo, pierwszą koszulkę techniczną miałam właśnie z Tchibo, pierwsze bluzy do biegania w zimie też! Ba, nawet opaskę na głowę i czapkę miałam z Tchibo. Do dziś to wszystko mam i nadal jest w bardzo dobrym stanie!

Jeśli chcecie więcej poczytać na ten temat odsyłam do wpisu na blogu http://radoscodkrywania.tchibo.pl, oraz na stronę sklepu.
A teraz mały Tchibo przegląd ;) Ubrania na zdjęciach się powtarzają, bluz zimowych nie mam na zdjęciach, ale uwierzcie mi, nadal są jak nowe! :)

Bluza i spodnie

Koszulka

Spodnie


Bluza i spodnie

Spodnie

Spodnie

Te same spodnie

Koszulka ;)

Bluza - mam ją od kilku lat ;) 

sobota, 24 października 2015

Korona Maratonów Polskich - moja droga na tron!

"Hej planuję zrobić Koronę Maratonów Polskich!" - Tak oto zakomunikowała Gosia pewnego wieczoru! No cóż poszłam za ciosem i odparłam - To ja też! :-D

I tak to się zaczęło. Bez wielkich planów, bez większych przemyśleń, ot tak dla kaprysu! Serio, to nie było jakieś moje wielkie marzenie biegowe. Tak właściwie to za bardzo nie znałam wszystkich warunków jakie trzeba spełnić, za to widziałam, że jest WYZWANIE! A co ja nie dam rady?! :-D Znacie to co nie? 


#1 42 Dębno Maraton

Nie myślałam początkowo by zmieścić się z realizacją w rok. Na pierwszy ogień poszło Dębno, bo to najdalej i jak to się mówi żeby było odfajkowane, a że okazało się, że kilkoro znajomych jedzie, to tym bardziej nas tam też nie mogło zabraknąć! Szczerze to miałam ambicję złamać na tym maratonie czwórkę. Ale niestety nie udało mi się dobrze przygotować. Cały pierwszy kwartał roku chorowałam, a w Dębnie leciałam na antybiotykach. To nie mogło się udać! Mimo to ruszyłam w tempie na czas poniżej czwórki. A co tam spróbować mogę! No i próbowanie poszło mi całkiem dobrze... do 24 kilometra. Potem zaczęło wychodzić szydło z worka. Ostatecznie maraton ukończyłam z czasem 04:12:35.
Realcja z Dębna TUTAJ!

środa, 14 października 2015

5/5 16 PKO Poznań Maraton - mój bieg idealny!

UDAŁO SIĘ! ZROBIŁAM TO! KORONA JEST MOJA! No dobrze, ale Wy już o tym wiecie :).
O samej Koronie Maratonów Polskich napiszę w osobnym poście. Teraz chciałabym Wam opisać sam Poznań Maraton a raczej to jak on wyglądał w moich oczach i powiedzmy, że nogach.

Chyba już nie muszę wspominać, że do Poznania pojechałam z Gosią i Piotrem, zawiozła nas moja kochana Mama! Na miejscu a w zasadzie już w Macu koło Wrocławia spotkałam zaprzyjaźnioną ekipę z Gliwic!

Do Poznania dojechaliśmy dość późno. Zostawiliśmy rzeczy w Hostelu Subtella (polecam!), a następnie poszliśmy po pakiety startowe. Jak zawsze podekscytowani przemknęliśmy przez targi! Co tam zakupy, pakiet! No a tam było na bogato! Czekolada, dwa piwa, bidon i ulotki jak zawsze. A to wszystko w mega fajnym worku!

Koszulki pakietowe - reszty zawartości pakietu na zdjęciu nie uwieczniłam ;).

środa, 7 października 2015

4/5 Warszawa mnie rozczuliła! 37 PZU Maraton Warszawski.

Kolejne wyzwanie za mną! A w pamięci jeszcze tak żywe uczucie szczęścia i zadowolenie z walki i jej efektów. Bo kto by się spodziewał, że dwa tygodnie po Maratonie we Wrocławiu poprawię czas na Maratonie w Warszawie???? Ja nie, aczkolwiek ze mną to nigdy nic nie wiadomo!

Pojechałam do stolicy dzień wcześniej. Trochę pozwiedzałam (razem z Gosią i Piotrem), odwiedziłam Centrum Nauki Kopernik, odebrałam pakiet startowy, zjadłam makaron w restauracji, której nazwy nie pamiętam i grzecznie poszłam spać. To tak w skrócie. Ale my skrótów nie lubimy! ;)

Może zacznę od pakietu startowego. Samo wydawanie szło bardzo sprawnie, bez kolejek, bez problemów. Pakiet startowy.... no cóż już sam worek mi się podobał ;). Koszulka spodobała mi się na tyle, że zdecydowałam się w niej pobiec, mimo, że przygotowaną miałam koszulkę NR. Ale to co dostaliśmy po biegu podbiło moje serce!


Jak tylko znaleźliśmy się w okolicy stadionu, atmosfera podniosła nam poziom endorfin! Ech czuć już było to napięcie, podekscytowanie. Wszędzie - na mieście, w metrze - zakamuflowani biegacze - tylko po butach i zegarkach można było ich poznać ;).

wtorek, 15 września 2015

3/5 Do koronacji coraz bliżej - 33 PKO Wrocław Maraton.

Nie będę pisać, że przygotowywałam się do tego startu od dawna i skrupulatnie zaznaczałam ptaszki przy każdym treningu (rany to słowo nadal mi nie pasuje!). Nie będę ściemniać, że jestem zwycięzcą bo dotarłam na metę, bo nie tak to sobie wymyśliłam. Niestety stało się kilka rzeczy kompletnie ode mnie nie zależnych. Owszem z kilku z nich zdawałam sobie sprawę i gdzieś tam w tyle głowy obawiałam się, że dokuczą mi bardzo, ale przecież nie mogłam się martwić na zapas!


środa, 9 września 2015

Parkowy Półmaraton po raz drugi - miało być inaczej a wyszło jak zwykle!

Dawid ( jego to trudno dogonić), ja i Wojtek :)
Szykując się do zawodów i planując biec w tempie konwersacyjnym na luzaka, załóż lepiej, że najprawdopodobniej adrenalina swoje zrobi i i tak będziesz cisnął do mety. Tak było i tym razem. Miałam szczerze opracowany plan nie śpieszyć się! Pobiec towarzysko, ramię w ramię z Wojtkiem i debiutującym na tym dystansie Pawłem. W końcu za tydzień maraton to się przecież przemęczać nie mogę! I też tak było do około 14 kilometra! Potem jakoś mnie poniosło, no może nie poniosło ale nie miałam ochoty zwalniać. Postanowiłam utrzymać stałe tempo. Ba tempo maratońskie, które okazało się było moim tempem półmaratońskim. No cóż o łamaniu czwórki we Wrocławiu mogę zapomnieć, no ale o tym to już wiedziałam dawno, teraz to już nawet próbować nie będę! Ale nie o tym miałam!



Na zawody jak to zwykle bywa pojechałam z grupą znajomych. Stała ekipa i jest zabawa! Na miejscu przywitałam się z jeszcze kilkoma osobami, ale faktycznie zdziwiona byłam niezbyt dużą frekwencją. Nie pamiętam ile osób biegło w zeszłym roku, na pewno więcej znajomych.

Pogoda dla biegaczy idealna, chłodno, pochmurno i tylko ten deszcz.... na szczęście przestał padać tuż przed startem.

sobota, 15 sierpnia 2015

Imielin 2015 czyli Cross Ekologiczny po raz drugi!

No cóż nadrabiam zaległości! W Imielinie biegłam już jakiś czas temu, dokładnie 4 lipca. Aż sama się zdziwiłam, że aż tyle czasu minęło a ja ani be ani me. Ci co śledzą mojego FB , coś tam zobaczyli w tym temacie, no ale uważam, że bieg był na tyle ciekawy i trudny, że warto o nim wspomnieć.


Jeszcze przed biegiem.
fot. www.uzaleznionyodruchu.pl

Do Imielina pojechaliśmy jak zwykle większą ekipą. Pogoda nie rozpieszczała, tak upalnego startu jeszcze nie miałam. PATELNIA! - to za mało powiedziane. Plan był biec tak by nie paść po drodze. Mimo upału biegło mi się o dziwo bardzo dobrze! Obawiałam się, że jak przed rokiem będę marudna i upierdliwa, ale chyba udało mi się  nikogo po drodze nie wkurzać ;).

niedziela, 2 sierpnia 2015

Bieganie po plaży - nie takie łatwe jak się wydawało.


Moim okiem :)


Uffff ależ to była lekcja pokory! Nogi bolą, łydki palą, stopy cierpią..... to tak w skrócie! A dłuższa wersja?



Dwa tygodnie temu razem z rodzinką wybrałam się na urlop nad nasze polskie, piękne morze! Pierwszy prawdziwy urlop od 5 lat! Miało być ciepło, plażowo (w sensie opalania) i przede wszystkim miałam odpocząć! Tak! Jakby to było możliwe przy dzieciach! Naiwna ja!




Nie ważne czy pogoda będzie na opalanie czy na barowanie, ja postanowiłam wykorzystać ile mogę ten czas na bieganie po plaży. Udało mi się w ciągu 10 dni zrobić 5 treningów, w tym również wziąć udział w zawodach! :) W sumie uzbierało się około 50 kilometrów. I myślę, że to było bardzo dobrze przebiegnięte 50 kilometrów!

niedziela, 12 lipca 2015

Lidl na start #1 - moja subiektywna opinia o kolekcji do biegania.

Kilka dni temu poproszono mnie o opinię na temat nowej kolekcji biegowej marki Crivit, dostępnej w najbliższy poniedziałek 13 lipca w sklepach Lidl.

Link do oferty TUTAJ.

Opinię zgodziłam się wyrazić i to bardzo chętnie! Będzie to opinia jak najbardziej subiektywna i zgodna z moimi odczuciami. Oszczędzę Wam dziwnych technicznych nazw i opisu składu materiałów, o tym możecie znaleźć w necie.

Do testowania dostałam buty typ A, koszulkę typu bokserka i krótkie spodenki.


piątek, 10 lipca 2015

III Nocny Wrocław Półmaraton - relacja debiutantki.

Oj tak! To był debiut! Nie mój, aczkolwiek poniekąd w zającowaniu na tym dystansie zaiste był to mój pierwszy raz,  ważniejszym debiutem był debiut mojej serdecznej koleżanki, której miałam okazję towarzyszyć w tej ważnej dla niej chwili. Nie będę opisywać tego biegu z mojego punktu widzenia, bo owszem był fantastyczny, świetnie zorganizowany, klimatyczny, Wrocław mnie oczarował! Ale po za tym to moja cała uwaga skupiała się na Basi. Niezmiernie się cieszę, że mogłam jej pomóc i myślę, że moje wzruszenie na mecie dorównywało wzruszeniu Basi. Ale dość już o mnie ;), teraz głos ma Basia!



Basia, Ja, Marysia, Maja, za nami Włodek a flagę trzyma Bogdan.

środa, 1 lipca 2015

Bieganie - i po co mi to?!

Oj tak, kochamy biegać, uwielbiamy te wybuchy endorfin parujące nam z uszu! Uwielbiamy się pocić, męczyć i do tego jeszcze ciągle z uśmiechem na ustach. Zawsze mamy na to czas, bo przecież bieganie jest na pierwszy miejscu! Otóż NIE! A na pewno nie do końca!

Są chwile, (oby takich jak najwięcej), gdzie faktycznie jest tak jak napisałam, ale niestety jest też ta druga strona medalu. Jest czas kiedy się nie chce, kiedy nie ma czasu, jedyne co jest to to uczucie w sercu, że przecież lubisz to! Potem zastanawiasz się, tak właściwie po co ja to robię?!

1. Biegam bo lubię! O tak, bo przecież masochistami nie jesteśmy! No przynajmniej ja nie jestem, aczkolwiek w momencie gdy popierdzielam po bieżni i padam z nóg a i tak nie umiem reszty dogonić to myślę, że wtedy to masochizm! ;)

2. Biegam dla medali. A i owszem, jak jest bieg z fajnym medalem to chcę go mieć! Takie trofeum! I nikt mi nie powie, że nie biega (między innymi) dla medali, bo jak ich zabraknie na mecie to jest wielkie łeeeeeeeeeeeeeeeeee ;).

3. Biegam dla formy i zdrowia. Najpewniej zaczęło się od schudnięcia ;). No bo chyba nie z nudów? A może? Podziwiam ludzi w wieku 50+, którzy dają z siebie wszystko, albo mniej ale są aktywni! Przecież to jaką masz formę zależy tylko od Ciebie! Chcesz za kilka lat narzekać na starość? Czy wolisz przegonić ją na jeszcze jakiś czas?

4. Biegam bo wtedy mam czas tylko dla siebie. Oj tak to jest bardzo dobry powód! Jeśli chce się coś przemyśleć, rozpracować, to bieganie, spacer jest lepsze niż kieliszek (butelka) alkoholu na przykład. Albo można w ogóle nie myśleć, odciąć się! Generalnie to Twój czas i robisz z nim co chcesz! Ciesz się jeśli go po prostu masz!


poniedziałek, 29 czerwca 2015

Gryfny Bieg 2015 - jeszcze bardziej kolorowo!

Po zeszłorocznej edycji Gryfnego Biegu, nie mogłam przegapić edycji tegorocznej. W zeszłym roku było jakoś tak skromniej, kameralniej.... w tym roku gdy przyjechałam do Parku Śląskiego, dosłownie zdębiałam! Kolejki do zapisów, scena, kibelki cały rządek ;) ... toż to już nie kameralna impreza? W zeszłym roku wzięło w niej udział około 300 osób, w tym - ze tysiąc jak nie więcej! Mega impreza, z mega zabawą i chyba organizatorzy przewidzieli najazd biegaczy na Park Śląski, bo przygotowali się świetnie! Sponsorem głównym był Lipton, który to obdarował wszystkich uczestników czaderskimi okularami!


wtorek, 9 czerwca 2015

"Ultranastawienie"! Bo do wszystkiego trzeba się nastawić - zapowiedź recenzji.

Hej, hej! Już niedługo, za dwa dni! Premiera książki "Ultranastawienie"! Ja już ją mam w swoich rękach i czytam w każdej wolnej chwili! Jak tylko doczytam do końca to Wam napiszę co o niej myślę. A tym czasem zajrzyjcie na stronę Empiku gdzie możenie zamówić książkę w przedsprzedaży w okazyjnej cenie! :)) Lubicie takie lektury prawda?




wtorek, 2 czerwca 2015

KOBIETY NA 5+ II Jastrzębski Bieg Kobiet

O Matko! Ale było fajnie! Wiecie co? To nie były zawody! To było babskie spotkanie towarzyskie! 

Od lewej Marysia, ja i Basia!

Nie jestem feministką, ale szczerze Wam powiem, że biegi tylko dla kobiet to strzał w dziesiątkę! Dlaczego?

poniedziałek, 25 maja 2015

Trzy lata razem, w tym pół roku separacji... Ja i bieganie!

Dzisiaj z ciekawości zerknęłam w historię biegową na Endomondo i odkryłam, że pierwszy zarejestrowany bieg odbył się 24 maja 2012. Pierwszy zarejestrowany, kiedy to jeszcze nie wiedziałam, że to można rejestrować! Tempo nie jest moje, bo nie ja trzymałam urządzenie rejestrujące, ale od tego momentu można uznać, że podjęłam świadomą decyzję o kontynuowaniu tego czego spróbowałam jakiś miesiąc wcześniej ;). Początki łatwe nie były, kanapowcem nie byłam, byłam zapaloną fitnesską dźwigającą sztangę na zajęciach Body Bar i kopiącą niewidocznego przeciwnika na zajęciach Tae Robic ;) czy jakoś tak to się nazywało. Mimo wszystko biegnie ciągłe trwające 30 minut było dla mnie ogromnym wyzwaniem. Oczywiście sama nie biegałam, bo pewnie dała bym sobie spokój, a tak dzielnie wspierały mnie moje kochane dziewczyny!



środa, 29 kwietnia 2015

Kraków zdobyty! Czyli można przebiec dwa maratony w odstępie tygodnia. 14 Cracovia Maraton.

No cóż ja chyba zwariowałam do reszty i niestety wygląda na to, że z wiekiem mi się pogarsza! Kiedy Gosia rzuciła hasło "ROBIMY KORONĘ", odkrzyknęłam "ROBIMY!" :). No cóż nie twierdzę, że mądre to jest i że bezpieczne (oj nie), że szalone? No cóż wychodzi na to, że szaleńców jest wielu bo nie tylko ja, taka sobie mamuśka, pracująca przy brelach (okularach), ledwo znajdująca czas dla męża robi takie rzeczy! Razem ze mną w tą szaloną drogę wybrali się ponownie (jak i do Dębna) Gosia i Piotr! Oczywiście wiem, że na trasie było wielu takich zapaleńców co to maratony robią tydzień po tygodniu, pozdrawiam Was serdecznie!!! W Krakowie pobiegło także wielu znajomych, dla których to był debiut maratoński! Poszło im fantastycznie! Gratulacje!

wtorek, 14 kwietnia 2015

42, 42 i 4:12! Dębno Maraton zaliczony!

Siedzę sobie na kanapie, wcinam ciastka i myślę sobie, co by tu zrobić by już przestało mnie wszystko boleć! Tak! Dwa dni temu przebiegłam swój drugi MARATON!

Do Dębna wybrałam się dzień wcześniej - opcji innej raczej nie było, w końcu od Dębna dzieli mnie prawie 500 kilometrów. Wszyscy razem (ekipa mocy!) spotkaliśmy się przy biurze zawodów. Pakiety odebraliśmy, najedliśmy się makaronu i udaliśmy się do Ośla gdzie zamierzaliśmy się wyspać przed zawodami. Z tym wyspaniem to tak średnio wyszło, bo nie obeszło się bez pokojowej integracji przy cieście i świętej Julii* (ponoć niezbędnik do bicia rekordów). 

Od lewej, na górze: Mariusz, Kasia, Ewa, Piotr, Gosia, Wojtek, na dole: Robert, Artur, ja i Aldona.

wtorek, 7 kwietnia 2015

Co u mnie słychać na 5 dni przed Maratonem w Dębnie?

No cóż słychać różnie, takie miałam wielkie plany podparte równie wielkimi chęciami.... Ale jak to zwykle w życiu bywa, licho nie śpi a los śmieje się z naszych planów. Samo bieganie które miało mnie przygotować do łamania czterech godzin w Dębnie, oraz uzupełniające ćwiczenia wzmacniające całe ciało miały zagwarantować mi sukces. I zapowiadało się całkiem nieźle. Dzięki Shausha Sport Club mogłam do woli katować swoje mięśnie i budować siłę, plan na bieganie był, nawet udawało mi się go w miarę jak na moje anty-planowe podejście wykonywać. Aż do momentu kiedy to nie leczone od grudnia przeziębienie dopadło mnie okrutnie wraz z nadejściem marca.

A Ty jak jesteś przygotowany do Maratonu??

czwartek, 2 kwietnia 2015

Półmaraton Żywiecki - powtórka, ale całkiem inna.

Taaaaak Półmaraton Żywiecki już za mną - szkoda!!! Jak było? Świetnie! Niby podobnie jak na innych biegach ale tym razem stało się coś, na co chyba czekałam dość długo... ale o tym za chwilkę.

Do Żywca wyruszyliśmy jak zwykle zgraną ekipą. Na miejscu spotkaliśmy wielu znajomych.
Jak w roku ubiegłym, tak i w tym, pobyt w Żywcu rozpoczęliśmy od kawy i ciastka w pobliskiej kawiarni "Alicja".



środa, 18 marca 2015

Wiosna! - Aż chce się żyć! Bieg Wiosenny w Parku Śląskim.

Jeszcze przed startem.
A już myślałam, że nic z tego biegu nie będzie, ciągnące się w nieskończoność przeziębienie wprowadzało mnie w nastrój iście depresyjny. Przez to, że nie biegałam i byłam na przymusowym "detoksie" endorfinowym moja wiara w siebie podupadła nieco. No cóż niby wszyscy biegamy "dla fanu", ale nie oszukujmy się, każdy z nas chce robić postępy. Ja miałam wysokie (jak na mnie) ambicje, które niestety musiałam odłożyć na półkę.


Na Bieg Wiosenny pojechałam z postanowieniem biec na ile moje płuca pozwolą, nie szaleć ale też nie odpuszczać. Na sam bieg pojechaliśmy jak to już zwykle bywało większą ekipą Night Runners. Powtórzę się pewnie ale napiszę to po raz kolejny, uwielbiam tych ludzi! Ci ludzie to to co bieganie dało mi  najcenniejszego! 

czwartek, 19 lutego 2015

Parkowe HERCKLEKOTY! - kolejny parkowy bieg, który podbił moje serce!

14 lutego - data specyficzna, kojarzona z miłością, milionami serduszek, wyjściem do kina i romantyczną kolacją. Dla mnie data ta do niedawna nie miała większego znaczenia - nie licząc czasów szkolnych, kiedy to z drżeniem serca i wypiekami na twarzy czekało się na walentynkowego listonosza roznoszącego miłosne wyznania po szkole. Z tejże okazji, dobrej do biegania jak każda inna ;), w sensie, że okazja zawsze się znajdzie, MK Team  zorganizował bieg w Parku Śląskim pod nazwą, która wyjątkowo przypadła mi do gustu - PARKOWE HERCKLEKOTY.

 Na bieg ten namówiła mnie Gosia, która ostatecznie nie pobiegła niestety, natomiast ja mogę jej kolejny raz podziękować, że mnie poprosiła abym z nią pobiegła i dzięki temu stawiłam się na starcie. Gosi nie było, ale było 299 innych pozytywnie zakręconych ludzi. Jako, że był to bieg walentynkowy, biegło wiele par, ja swoją parę oficjalną zostawiłam w domu (może kiedyś gdzieś ze mną pobiegnie..... jak w końcu przestanie czipsy zajadać). Natomiast nieoficjalnie towarzyszył mi Wojtek (ten sam, który wybiegał moje urodziny), oraz prześwietna para Marysia i Bogdan, o których również wspomniałam we wpisie urodzinowym.

wtorek, 10 lutego 2015

Biegowe plany - czyli na co się porywam wiosną!

Macie plany? Mam i ja! Plany dość ambitne.

Po pierwsze - sezon wiosenny otwieram tak jak w roku poprzednim BIEGIEM WIOSENNYM W PARKU ŚLĄSKIM.  Planowany czas - czwórka z przodu! Mam zamiar wziąć udział w całym cyklu. Na dzień dzisiejszy wiem jednak, że jeden bieg cyklu muszę pominąć. Niestety jego termin pokrywa się z innym zaplanowanym startem, a mianowicie tym najtrudniejszym (tak mi się wydaje), który odbędzie się 12 kwietnia. Ale o nim za chwilę.

czwartek, 5 lutego 2015

DeepWork - energia, której się nie spodziewasz!



"Czym jest deepWORK™? To zupełnie inny, pełen energii trening funkcjonalny oparty na pięciu elementach: ziemi, drewna, ognia, metalu i wody, które z kolei symbolizują różne źródła energii, a to łączy się z różnym typem wysiłku fizycznego. Bazując na koncepcji Yin i Yang, program deepWORK™ zaprojektowano tak, aby zawsze łączył w sobie napięcie i rozluźnienie mięśni oraz ćwiczenia oddechowe."  - brzmi ładnie? Działa na wyobraźnię? :) Tak o DEEPWORK można przeczytać na stronie www.SHAUSHA.pl. Zachęcona tym opisem postanowiłam przekonać się na własnej skórze jak się moje Yin i Yang.



poniedziałek, 26 stycznia 2015

Urodzinowe bieganie z RunnerKą!

Spontaniczność i wariactwo to moje drugie imię. O tak, zaskakuję samą siebie. Otóż na trzy dni przed urodzinami wpadł mi do głowy szalony pomysł, aby poprosić Was moi drodzy biegacze abyście zadedykowali mi swoje weekendowe bieganie. Taka forma prezentu zrobionego mnie ale i poniekąd sobie! Przyznać się, ilu z Was zmotywowałam do biegania w miniony weekend? :)

fot. Michał Kieres


piątek, 16 stycznia 2015

Żeby biegać, trzeba też ćwiczyć! - CrossTrening by SHAUSHA.

O tym, że aby biegać szybko trzeba biegać wolno to już pewnie wiecie. Ale czy wiecie, że żeby biegać - zdrowo biegać - trzeba też ćwiczyć? Jestem przekonana, że skoro biegacie to też to wiecie! Ale czy stosujecie?????

No cóż morałów prawić nie będę bo sama stosowałam tą zasadę głównie w teorii, odkładając praktykę każdego dnia na dzień następny. A i owszem poćwiczyłam trochę to tu (dywan), to tam (klub fitness), ale o regularności tu nie mogło być mowy. Jedyne moje regularne ćwiczenie odbywało się w czasie studiów na Akademii Wychowania Fizycznego gdzie miałam do zrzucenia 20 km! Ale to już temat na inny post.

czwartek, 1 stycznia 2015

Rok 2014 przebiegany!

Witam, witam moi drodzy w nowym 2015 roku! Rok 2014 przechodzi do historii.

Rok 2014 był dla mnie rokiem trudnym, pełnym wyzwań, zaliczyłam kilka zwycięstw oraz kilka porażek. W roku 2014 wybiegałam prawie 1700 km. Wzięłam udział w 14 biegach masowych, w tym  w 4 półmaratonach i 1 maratonie.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!