czwartek, 19 lutego 2015

Parkowe HERCKLEKOTY! - kolejny parkowy bieg, który podbił moje serce!

14 lutego - data specyficzna, kojarzona z miłością, milionami serduszek, wyjściem do kina i romantyczną kolacją. Dla mnie data ta do niedawna nie miała większego znaczenia - nie licząc czasów szkolnych, kiedy to z drżeniem serca i wypiekami na twarzy czekało się na walentynkowego listonosza roznoszącego miłosne wyznania po szkole. Z tejże okazji, dobrej do biegania jak każda inna ;), w sensie, że okazja zawsze się znajdzie, MK Team  zorganizował bieg w Parku Śląskim pod nazwą, która wyjątkowo przypadła mi do gustu - PARKOWE HERCKLEKOTY.

 Na bieg ten namówiła mnie Gosia, która ostatecznie nie pobiegła niestety, natomiast ja mogę jej kolejny raz podziękować, że mnie poprosiła abym z nią pobiegła i dzięki temu stawiłam się na starcie. Gosi nie było, ale było 299 innych pozytywnie zakręconych ludzi. Jako, że był to bieg walentynkowy, biegło wiele par, ja swoją parę oficjalną zostawiłam w domu (może kiedyś gdzieś ze mną pobiegnie..... jak w końcu przestanie czipsy zajadać). Natomiast nieoficjalnie towarzyszył mi Wojtek (ten sam, który wybiegał moje urodziny), oraz prześwietna para Marysia i Bogdan, o których również wspomniałam we wpisie urodzinowym.





Jeszcze przed biegiem i zaraz po mojej glebie ;).

Jak manekiny na wystawie ;)

W Parku Śląskim biegałam już nie raz, mimo to, nie znam go prawie wcale, oficjalne ścieżki z organizowanych tam biegów już kojarzyłam, ale Hercklekoty zaskoczyły mnie i to bardzo! Nazwa okazała się adekwatna do wskazówki mojego tętna, które szalało podczas biegu. Na dzień dobry zaliczyłam glebę.... jeszcze przed startem. Sam bieg rozpoczął się od podbiegu, potem ścieżka w grząskim śniegu, potem na zmianę trochę lody, znowu śnieg, dla odmiany błoto i gdy moim oczom ukazał się znacznik 5 kilometra - zdębiałam! E gdzie ta meta??? Przede mną góra! ;) No cóż może nie góra, a niemały podbieg, natomiast uwierzcie mi, dla mnie w tym momencie to był Everest! No ale spięłam poślady i jazda do mety! Zawsze, ale to zawsze w takich momentach zastanawiam się, co mnie kolejny raz podkusiło by zapisywać się na półmaraton w Żywcu?! ;)

Na metę dobiegłam jako 14 kobieta na 118 biegnących. Wyniki --> tutaj.

Już z medalami :).

NR są wszędzie! :)

Z Klaudią Kapicą - organizatorką :). Zdjęcie autorska MK Team.


Czy bieg mi się podobał???? Oczywiście! Bawiłam się świetnie, zjadłam pyszną grochówkę, zrobiłam kilka zdjęć ku pamięci mojej i Waszej ;) i stwierdziłam, że od tego roku data 14 lutego będzie mi się kojarzyła z bieganiem!

A na dokładkę filmik od NASZADROGADO.PL na którym od czasu mniej więcej 8:45 widać jak z gracją antylopy (hehehe moje marzenie) pokonuję piąty kilometr! :))


Zdjęcie pochodzi ze strony Parku Ślaskiego - źródło.

Koszulka z WARSZTATU KOSZULKOWEGO (w sumie dwie ;)) kolejny raz prezentuje się wyśmienicie! :)


1 komentarz :

  1. Gratuluję udanego biegu :) Coraz więcej dzieje się w biegowym świecie i biegów o różnych nazwach i tytułach przybywa :) i ...dobrze :)

    Zaś my biegacze mamy w czym wybierać i miło spędzać chwile w gronie ludzi do nas podobnych :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!