wtorek, 2 czerwca 2015

KOBIETY NA 5+ II Jastrzębski Bieg Kobiet

O Matko! Ale było fajnie! Wiecie co? To nie były zawody! To było babskie spotkanie towarzyskie! 

Od lewej Marysia, ja i Basia!

Nie jestem feministką, ale szczerze Wam powiem, że biegi tylko dla kobiet to strzał w dziesiątkę! Dlaczego?




Wydaje mi się, że wiele kobiet czuje się skrępowanych obecnością mężczyzn i rywalizacją z nimi. Mimo, że większość z nich nie myśli wtedy o rywalizacji. To mimo wszystko większość z nich czuje się nieswojo, jakby w nieodpowiednim miejscu, jako ciekawy przerywnik między kolejnymi mężczyznami kończącymi bieg. Ja też kiedyś się tak czułam..... bo to mężczyźni mają we krwi rywalizację, ba niektórzy, a może wielu z nich (tego nie wiem) ma dziką przyjemność z faktu wygrania z jakąś kobietą! Jakby to miało jakieś ogromne znaczenie... "BO PRZECIEŻ JAKAŚ TAM BABA NIE MOŻE MNIE POKONAĆ!" Jest tak, bo nie raz słyszałam takie komentarze.... w tym momencie chciałabym gorąco pozdrowić moich drogich kolegów, z którymi mam ogromną przyjemność biegać, Wy jesteście ponad tymi komentarzami, a nawet jeśli się ścigamy to dla zwykłego "fanu".

No dobrze, ale żeby zbytnio od tematu nie odbiec ;), zmierzam, do tego, że w takim biegu kobiet, brak kipiącego z podniecenia na linii startu testosteronu, sprawia, że zawody takie to raczej spotkanie na klachy niż próba ścigania się. Nie uwierzycie kochani jak głośno było na starcie! Dziewczyny tańczyły, śpiewały, gadały o ciuchach, dzieciach, fryzurach..... Myślę, że większość z nas gdyby nie fakt puszczenia baloników na starcie, nie zorientowałaby się, że to już trzeba biec! No jak to tak nam w pogaduchach śmią przeszkadzać! ;)))




Przekupy na targowisku :)


Nie twierdzę tutaj, że biegi tylko dla kobiet są lepsze niż te pozostałe, ba nawet nie śmiałabym tak twierdzić bo uwielbiam biegać z facetami i większość z nich to świetni biegowi dżentelmeni! Chcę tylko zwrócić uwagę na to, że baby to tak lubią sobie we własnym gronie pobyć i na takim biegu każda z nas czuła się gwiazdą! Heh wiecie, szminki, makijaże, spódniczki! Taki sylwester w sierpniu! (Lejdis - kojarzycie?) ;)

Szkoda tylko, że tak mało było kibiców! Wrażenie na mnie zrobiła Miechowicka Grupa Biegowa, gdzie tyle samo ile biegło pań, tyle samo przyjechało panów do kibicowania! ;) Niesamowici ludzie!




A i owszem myśmy też miały swojego osobistego Kibica! Na zawody Marysię, Basią, Kasię i mnie zawiózł osobisty mąż Marysi - Bogdan.
Na miejscu byliśmy dość wcześnie, na spokojnie odebrałyśmy pakiety startowe - ba ależ to były bogate pakiety! Prócz stosu ulotek, napoju i koszulki (nota bene śliczne te koszulki co nie? ;)), w reklamówce znalazłyśmy również przyprawy, próbki kosmetyków, skarpetki i drewniana szpatułka do mieszania potraw na patelni, ewentualnie do przeforsowania swoich racji w dyskusji małżeńskiej ;).

Pakiet na bogato! :)


Przed samym startem każda z Pań dostała różowy balonik. Jak już napisałam wcześniej, w momencie startu miałyśmy je wypuścić w powietrze. Genialne co nie?

Tak też zrobiłyśmy, aczkolwiek koleżanka Basia z bólem serca się z nim żegnała ;).

No to lecimy! :)

Sam bieg miał być prosty, ja jeszcze w domu pomyślałam, żeby pobiec go na maksa, ale gdy w aucie już przed samym Jastrzębiem zorientowałam się, że nie wzięłam Grześka, szybko zmieniłam zdanie.... Pomyślałam, że pobiegnę z Basią i Marysią, ale wiecie co się stało? Po starcie Marysia tak wyrwała do przodu, że dogonić jej nie mogłam, a jak już ją dogoniłam to stwierdziłam, że skoro już lecę na wariata to pociągnę to do końca! Po pierwszym i drugim kilometrze zapytałam jakiejś dziewczyny z jakim tempem lecimy, usłyszałam 4:45, hmm jest dobrze! Upał dawał się we znaki, dobrze, że był punkt odżywczy bo myślałam, że mi gardło wyschnie.

Marysia ucieka!

KAJ TA META?!
No właśnie bieg miał być prosty, jednakże w moim odczuciu tak nie było, pierwsze 2,5 kilometra z górki, po nawrocie trzeba było na tą górkę wbiec! Długa to była droga, czułam, że zwolniłam, ale z racji braku sprzętu pomiarowego, nie miałam bladego pojęcia jak bardzo zwolniłam, a może tylko tak mi się wydawało?? Masakra! Czułam się bardzo niekomfortowo nie wiedząc jakie mam tempo. Wskaźnik trzeciego kilometra gdzieś mi umknął, przegapiłam go po prostu i kompletnie nie wiedziałam, na jakim etapie jestem! Gdy zobaczyłam chorągiewkę oznaczającą 4 kilometr trochę mi ulżyło. Zawzięłam się w sobie i przyspieszyłam. Piąty kilometr minęłam tuż przed wbiegnięciem na stadion, ależ szkoda, że nie było tak pomiaru czasu! Na stadionie miałam do przebiegnięcia jeszcze 300 metrów, oj dałam z siebie wszystko! Metę minęłam z czasem 26:21 brutto.






I w tym momencie stało się coś co niezbyt mi się spodobało...... musiałam praktycznie od razu się zatrzymać! Oj nie było to przyjemne uczucie! Apeluję w tym miejscu o to by w przyszłym roku wręczanie medali odbywało się przynajmniej 10 metrów dalej! Ja zatrzymałam się praktycznie na plecach innej zawodniczki. No cóż taka tam drobna uwaga dla organizatora ;)!

Mocny finisz!


A co było dalej? Odpoczynek na trawie!!! Błogie lenistwo, popijanie wody, pałaszowanie lizaków (takie fajne lizaki - kwiatki rozdawali harcerze). Wszędzie na około działo się wiele, masaże, maseczki, fryzjerki zaplatały warkocze... takie tam babskie przyjemności! Genialne! Tak wiem powtarzam się!



Po odpoczynku wybrałyśmy się na poczęstunek..... i tutaj kolejne pozytywne zaskoczenie, nie grochówka, nie żurek, nie kiełbasa (choć lubię bardzo każde z tych dań), a fantastyczna sałatka, robiona na miejscu przez zwinnych kucharzy! ;) Przynajmniej jak kucharze wyglądali! Aż żałuję, że nie zrobiłam zdjęcia! Jedyna drobna uwaga, w kolejce po sałatkę stałam dłużej niż biegłam ;). Ale nie będę się czepiać, jakoś bardzo mi to nie przeszkadzało.

Zostaliśmy oczywiście jeszcze na losowanie nagród. Blendery, sokowirówka, kosmetyki, zestawy przypraw, bony na biżuterię, bonu do sklepu z bielizną, perfumy, zabiegi spa, rower i bon na sprzęt AGD. Niestety nie wygrałam nic, a byłam blisko (dwa numery dalej i wygrałabym zestaw przypraw!).

Do domu wróciłam opalona (zasadniczo opalona dość wybiórczo bo na przedramionach i na łydkach z wyraźnym odcięciem gdzie się kończyły spodnie a zaczynały skarpetki), zmęczona ale i bardzo zadowolona! To nie był wyjazd na bieg! To było przesympatyczne babskie spotkanie!!!
Poproszę o więcej takich imprez! :))))

Dodam na koniec, że nie odzownym i wielce pożądanym elementem zawodów dla kobiet byli mężczyźni, którzy świetnie sprawdzili się jako kibice!
Nadal szukam idealnej biegowej fryzury! ;)



2 komentarze :

  1. Super !!! Bardzo fajna inicjatywa, miły przerywnik pomiędzy standardowymi zawodami, oby takich imprez więcej :) Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, coś całkiem innego :))) Coś tylko dla nas! :)))

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!