niedziela, 2 sierpnia 2015

Bieganie po plaży - nie takie łatwe jak się wydawało.


Moim okiem :)


Uffff ależ to była lekcja pokory! Nogi bolą, łydki palą, stopy cierpią..... to tak w skrócie! A dłuższa wersja?



Dwa tygodnie temu razem z rodzinką wybrałam się na urlop nad nasze polskie, piękne morze! Pierwszy prawdziwy urlop od 5 lat! Miało być ciepło, plażowo (w sensie opalania) i przede wszystkim miałam odpocząć! Tak! Jakby to było możliwe przy dzieciach! Naiwna ja!




Nie ważne czy pogoda będzie na opalanie czy na barowanie, ja postanowiłam wykorzystać ile mogę ten czas na bieganie po plaży. Udało mi się w ciągu 10 dni zrobić 5 treningów, w tym również wziąć udział w zawodach! :) W sumie uzbierało się około 50 kilometrów. I myślę, że to było bardzo dobrze przebiegnięte 50 kilometrów!


Nie planowałam biegania siłowego po grząskim piasku, nie chciałam narobić sobie kłopotów (a raczej ścięgnom), ponieważ prócz biegania miałam do wydeptania drugie tyle kilometrów spacerując z rodziną po Kołobrzegu.



Na jednym z rodzinnych spacerków :).
Bardzo szybko okazało się, że bieganie po plaży to nie taka prosta sprawa! Nogi męczą się podwójnie, stopy się ślizgają, uda spinają. No cóż, zdawałam sobie sprawę z tego, że nie będzie to bieganie swobodne jak po leśnych ścieżkach, ale takiego zmęczenia materiału się nie spodziewałam. Nie chodzi mi tu o samo wrażenie podczas biegu, choć skakanie przez falochrony to był niezły dodatek do biegania, ale o uczucie już po. Spacerowanie dnia następnego ujawniało ile moje stopy i każdy najmniejszy mięsień musiały pracować podczas pokonywania piaszczystej plaży. Bieg przy wodzie, na mokrym piasku był nieco łatwiejszy aczkolwiek nogi zapadały się jak w błocie.



Och zazdroszczę Wam wszystkim, którzy macie możliwość biegania w takich warunkach! W chwili gdy wbiegałam na beton, czułam jakby wyrastały mi skrzydła! Ale tylko na chwilę bo nogi zmęczone były bardzo. A no i jeszcze ten wiatr! O upale się nie wypowiem, bo pogodę miałam bardziej biegową niż plażową, a raczej powinnam napisać na
plażowe bieganie a nie opalanie ;).








Czy można się przygotować do biegania po plaży?
Nie wiem, nie dowiadywałam się, wiem jedno, nie jest to proste bieganie i radzę nie porywać się na jakieś długie dystanse na początku. Sprawdźcie jak Wasze nogi znoszą takie warunki ;).






Jak wspomniałam we wstępie, wzięłam udział także w zawodach, nie były to zawody po plaży, ale jak się okazało po lesie :). No cóż nie bardzo miałam tego świadomość jadąc na bieg ;). Ale o tym napiszę osobno! :))

Zdjęcie zrobił mój syn ;) Zawody w Dąbkach.

Jeśli tylko macie okazję to biegajcie po plaży! Jest to na prawdę świetna odmiana od klepania kilometrów po asfalcie, bieżni czy leśnym runie ;). Ale pamiętajcie, jest to dla takich zwykłych biegaczy (nie plażowych) jak ja bardziej kontzjogenne, więc nic na siłę! ;)

Do domu wróciłam zmęczona! Nie mogło być inaczej ;), dzieci dokazywały a nogi bolały!

Ale był to mój najfajniejszy urlop! Ja chcę jeszcze!!! 

Poniżej kilka fotek ;)

Jedziemy!!! :))) Zdjęcie zrobione rano po 5 godzinach jazdy.


Cudownie! I jak tu nie biegać? :)






Biegałam też za córcią :))

Przez te oto pniaczki co chwilkę musiałam skakać ;) właśnie tak jak widać poniżej! ;)







4 komentarze :

  1. Pięknie :) Na długo zapamiętasz to doświadczenie :) Serdecznie pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak i koniecznie muszę to powtórzyć! :))

      Usuń
  2. Śliczne zdjęcia, aż ci zazdroszczę! Urlop raz na 5 lat to stanowczo za mało ;). Mi się marzy bieganie po górach, ale w obecnej kondycji to przejście się po szlakach było by nie lada wysiłkiem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też myślę, że to jakiś skandal jest z tym urlopem ! ;) Ja to po górach ledwo chodzę ;) o bieganiu tam nawet nie myślę :) Ale kto wie.... może kiedyś? ;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!