wtorek, 15 września 2015

3/5 Do koronacji coraz bliżej - 33 PKO Wrocław Maraton.

Nie będę pisać, że przygotowywałam się do tego startu od dawna i skrupulatnie zaznaczałam ptaszki przy każdym treningu (rany to słowo nadal mi nie pasuje!). Nie będę ściemniać, że jestem zwycięzcą bo dotarłam na metę, bo nie tak to sobie wymyśliłam. Niestety stało się kilka rzeczy kompletnie ode mnie nie zależnych. Owszem z kilku z nich zdawałam sobie sprawę i gdzieś tam w tyle głowy obawiałam się, że dokuczą mi bardzo, ale przecież nie mogłam się martwić na zapas!


środa, 9 września 2015

Parkowy Półmaraton po raz drugi - miało być inaczej a wyszło jak zwykle!

Dawid ( jego to trudno dogonić), ja i Wojtek :)
Szykując się do zawodów i planując biec w tempie konwersacyjnym na luzaka, załóż lepiej, że najprawdopodobniej adrenalina swoje zrobi i i tak będziesz cisnął do mety. Tak było i tym razem. Miałam szczerze opracowany plan nie śpieszyć się! Pobiec towarzysko, ramię w ramię z Wojtkiem i debiutującym na tym dystansie Pawłem. W końcu za tydzień maraton to się przecież przemęczać nie mogę! I też tak było do około 14 kilometra! Potem jakoś mnie poniosło, no może nie poniosło ale nie miałam ochoty zwalniać. Postanowiłam utrzymać stałe tempo. Ba tempo maratońskie, które okazało się było moim tempem półmaratońskim. No cóż o łamaniu czwórki we Wrocławiu mogę zapomnieć, no ale o tym to już wiedziałam dawno, teraz to już nawet próbować nie będę! Ale nie o tym miałam!



Na zawody jak to zwykle bywa pojechałam z grupą znajomych. Stała ekipa i jest zabawa! Na miejscu przywitałam się z jeszcze kilkoma osobami, ale faktycznie zdziwiona byłam niezbyt dużą frekwencją. Nie pamiętam ile osób biegło w zeszłym roku, na pewno więcej znajomych.

Pogoda dla biegaczy idealna, chłodno, pochmurno i tylko ten deszcz.... na szczęście przestał padać tuż przed startem.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!