wtorek, 15 września 2015

3/5 Do koronacji coraz bliżej - 33 PKO Wrocław Maraton.

Nie będę pisać, że przygotowywałam się do tego startu od dawna i skrupulatnie zaznaczałam ptaszki przy każdym treningu (rany to słowo nadal mi nie pasuje!). Nie będę ściemniać, że jestem zwycięzcą bo dotarłam na metę, bo nie tak to sobie wymyśliłam. Niestety stało się kilka rzeczy kompletnie ode mnie nie zależnych. Owszem z kilku z nich zdawałam sobie sprawę i gdzieś tam w tyle głowy obawiałam się, że dokuczą mi bardzo, ale przecież nie mogłam się martwić na zapas!





Tradycyjnie do Wrocławia pojechaliśmy zgraną ekipą, tą samą, którą pojawiliśmy się w Dębnie i Krakowie. Wybraliśmy opcję noclegu przed.... i wszystko byłoby cudownie, gdybym się wyspała! No cóż syndrom matki polki nie pozwolił mi zmrużyć oka dopóki cała załoga bezpiecznie w łóżku nie wylądowała!



W niedzielę z samego rana naładowani węglowodanami z Pizza Hut ruszyliśmy na stadion. Jakoś tak wyszło, że za dużo czasu przed startem nie mieliśmy, nerwowe dreptanie w miejscu w kolejce do wc zabrało nam ostatnie minuty na rozgrzewkę i najzwyklejsze cieszenie się chwilą tuż przed startem. Do swojej strefy ruszyliśmy biegiem, nawet nie wiem kiedy padł strzał i "czerwoni" ruszyli! Nie wiem czy potem byliśmy już my bo jak stałam tak podążyłam za tłumem i serio przegapiłam moment przebiegnięcia przez bramę startu! Ale masakra co nie? I w dodatku pogubiliśmy się i znowu zaczynałam biec sama w tył tłumie - oczywiście rozumiecie o co mi chodzi ;). Już nie wiedziałam czy mam biec szybciej, żeby dogonić Gosię i Piotra, czy mam zwolnić, żeby oni dogonili mnie.

fot znalezione na maratonypolskie.pl

Poleciałam dalej. Początkowo biegło się bardzo dobrze, ciepło było to fakt, ale jakoś znośnie. Aż do 12 kilometra kiedy to zaczęłam czuć dość duży dyskomfort - pierwsza rzecz, której nie przewidziałam - obtarłam sobie pachy! Że co? Ale jak to? To takie coś się może stać?
Od tego momentu było już tylko gorzej, próbowałam trzymać tempo ale z każdym kilometrem czułam, że jest coraz gorzej. Druga rzecz - tej się trochę spodziewałam - upał dokuczał mi okropnie, nie wzięłam bidonów ani plecaka, postanowiłam korzystać z punktów odżywczych i niestety prawie cały czas wypatrywałam ich z utęsknieniem....

Półmetek przebiegłam w czasem 2 godziny 8 minut i 13 sekund, no cóż było niewesoło. Już na serio miałam ochotę dać sobie już spokój. Poprzeklinałam trochę pod nosem i oczywiście postanowiłam walczyć dalej. Dla mnie w tym momencie to już była totalna porażka! To mój czwarty maraton a czułam się jakbym pierwszy raz biegła dystans dłuższy od połówki.

Wytrzymałam do 24 kilometra. Na tym etapie sięgnęłam do tylnej kieszeni spodenek i wyjęłam swój legalny (przynajmniej na tym biegu) doping - odtwarzacz mp3! I jak zawsze pomogło! Rihanna zaśpiewała "Shy bright like a diamond" a zaraz potem usłyszałam "Titanium bulletproof" i postanowiłam walczyć dalej. Od pomiaru kontrolnego na 5 km do pomiaru na 25 km wyprzedziło mnie około 234 osoby (nie nie liczyłam biegaczy, wiem to teraz dzięki datasport ;)), ale na 35 km okazało się, że to ja wyprzedziłam 268 osób! Można powiedzieć, że w tym kontekście odrobiłam straty....

fot. Piotr Buga


Trzecia rzecz - tego nie spodziewałam się absolutnie - ból na wysokości kolana, z boku od strony zewnętrznej. W głowie milion myśli - już nawet o pachach zapomniałam. Od 30 km przy punktach odżywczych przechodziłam w marsz, nie miałam już się po co spieszyć. Myślałam o tym, że skoro mam zrobić (chcę zrobić!) koronę jeszcze w tym roku to lepiej spasować niż dobijać to bolące kolano (koło kolana). Gdy minął mnie pace na 4:15 wszelkie nadzieje mnie opuściły, a gdy na 40 kilometrze dogoniła mnie Maja - pace na 4:30 to już stwierdziłam, że no cóż fanfarów nie będzie!

Od tego 40 znacznika postanowiłam już nie zwalniać, po prostu miałam już serdecznie dość (tak właściwie to dość miałam już od półmetka), ale chciałam mieć już to w końcu za sobą! Cisłam ile mogłam, a że nie mogłam za bardzo mimo, że chciałam co też dało mi do myślenia, po prostu skupiałam się na swoich butach i brnęłam do przodu.

fot. datasport.pl


 Ja, Piotr i Maja - fot, B.Prejs
W końcu jest! META!  Medal na szyję, woda i banan wciśnięto mi do ręki - ledwo to zarejestrowałam. Idąc jak z krzyża zdjęta zauważyłam Maję, chwilę za mną pojawił się Piotr i Gosia,  potem zauważyłam resztę znajomych.... rany oni już wszyscy tu są! Oj kiepsko mi to poszło. Chyba nie muszę wspominać, że moją myślą przewodnią było NIGDY WIĘCEJ MARATONÓW! Dziś już nie mogę doczekać się Warszawy!



Aha no i rzecz czwarta - tej to się niestety spodziewałam - kobietami rządzą hormony! Więcej to się domyślcie! ;)

Ps. Czas 4:35:47 nie jest to mój najgorszy czas, ale zdecydowanie najbardziej rozczarowujący.




Po posiłku regeneracyjnym nie czułam się zregenerowana ;)

Jest - udało się! :)
I na koniec dziękuję wszystkim Wam za gratulacje i ciepłe słowo. Nie czułam abym na te gratulacje zasługiwała, ale dzięki takiemu jednemu myślę, że mimo wszystko zrobiłam co mogłam by doprowadzić ten bieg do końca. I nie ważne, że umierałam wiele razy, ważne, że tyle samo razy "powstawałam z martwych" - słowa Przemka, a poza tym "najważniejsze, że krasnal ma domek!" - tak rzekła Basia :)).



11 komentarzy :

  1. Gratuluję kolejnego maratonu! I walki! Nie obraź się ale myślę, że powinnaś popracować nad ramionami. Zdecydowanie za dużo nimi pracujesz. Tracisz przy tym mnóstwo energii. Już o obtarciach nie wspomnę. :( Oszczędne bieganie wymaga trzymania ramion przy sobie, nie przekraczania dłońmi linii idącej przez środek ciała. Fajnie mówi o tym Staszewski. Od 1:30 o pracy ramion - https://www.youtube.com/watch?v=sRcg5vjby8s

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ się śmiertelnie obraziłam ;) a tak serio to myślę, że obtarcia powstały z powodu antyperspirantu, którego wcześniej nie stosowałam :) a zdjęcie, które pewnie zasugerowało że macham rękami to właśnie już po obtarciu więc faktycznie dość szeroko je trzymałam bo bolało jak jasny pierun :) Ale dzięki za uwagę, sprawdzę jak to faktycznie wygląda ;)

      Usuń
    2. To popełniłaś błąd, stosując na dzień zawodów coś, czego wcześniej nie przetestowałaś. ;) Najlepiej niech Cię ktoś sfilmuje z ukrycia w biegu. Wtedy będzie najbardziej miarodajny materiał do analizy. :)

      Usuń
    3. No błąd niestety - nawet mi przez myśl nie przeszło, że może być coś nie tak! Hello zdarzało mi się już biegać po użyciu różnych kosmetyków ;P a co do filmowania, jak się będę wybierała do lasu to dam Ci znać ;)

      Usuń
    4. Jest tam sporo miejsc by się zaczaić. ;)

      Usuń
  2. Załugiwałaś na gratulacje! :) Motywujesz innych do pracy nad sobą, to najważniejsze!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakże miło mi to czytać! :)) W takim razie nie przestanę! :) Dzięki!

      Usuń
  3. gratulacja, ja za rok startuję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Gratuluję! Ja także startuję w przyszłym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Oby poszło wszystko zgodnie z planem! :)) Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!