środa, 9 września 2015

Parkowy Półmaraton po raz drugi - miało być inaczej a wyszło jak zwykle!

Dawid ( jego to trudno dogonić), ja i Wojtek :)
Szykując się do zawodów i planując biec w tempie konwersacyjnym na luzaka, załóż lepiej, że najprawdopodobniej adrenalina swoje zrobi i i tak będziesz cisnął do mety. Tak było i tym razem. Miałam szczerze opracowany plan nie śpieszyć się! Pobiec towarzysko, ramię w ramię z Wojtkiem i debiutującym na tym dystansie Pawłem. W końcu za tydzień maraton to się przecież przemęczać nie mogę! I też tak było do około 14 kilometra! Potem jakoś mnie poniosło, no może nie poniosło ale nie miałam ochoty zwalniać. Postanowiłam utrzymać stałe tempo. Ba tempo maratońskie, które okazało się było moim tempem półmaratońskim. No cóż o łamaniu czwórki we Wrocławiu mogę zapomnieć, no ale o tym to już wiedziałam dawno, teraz to już nawet próbować nie będę! Ale nie o tym miałam!



Na zawody jak to zwykle bywa pojechałam z grupą znajomych. Stała ekipa i jest zabawa! Na miejscu przywitałam się z jeszcze kilkoma osobami, ale faktycznie zdziwiona byłam niezbyt dużą frekwencją. Nie pamiętam ile osób biegło w zeszłym roku, na pewno więcej znajomych.

Pogoda dla biegaczy idealna, chłodno, pochmurno i tylko ten deszcz.... na szczęście przestał padać tuż przed startem.



Co do samego biegu, cóż mam napisać, biegło się dobrze, nie powiem, że przez cała trasę buchały mi z uszu endorfiny, po prostu było ok. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w formie, ale nie to było najważniejsze. Razem z Wojtkiem postanowiliśmy się dobrze bawić! Paweł miał trudniejsze zadanie bo już mu zapowiedzieliśmy, że złamie 2 godziny, więc cóż nie miał wyjścia! Udało mu się! :))

Startujemy!! - żródło parkśląski.pl
Po co biec jak można skakać ! ;)) 

I jak to powiedział Wojtek, gest a la "Sąsiedzi" - dobrze nam to wyszło ;)

Bieg biegiem, ale mimo zmian w trasie, które wydawały mi się korzystne - zamiast trzech pętli - dwie i co za tym idzie zamiast trzech podbiegów - dwa, trasa nie specjalnie przypadła mi do gustu, wiele skrętów, zawijasów, czułam się momentami pogubiona, choć nie powiem, oznaczenie trasy było bardzo dobre, wolontariusze spisali się na medal. Ot po prostu jakoś dziwnie mi się biegło. Była jeszcze jedna rzecz, która niemiło mnie zaskoczyła, a która powinna być dopracowana na tip- top. Punkty odżywcze! Ich rozmieszczenie było dość niewygodne moim zdaniem. Pierwszy tuż po starcie, następny zaraz za podbiegiem, niby dobrze ale uwaga tuż za zakrętem. Wyglądało to mniej więcej tak, że wybiegasz zza zakrętu i nagle bach stolik! Większość osób w tym i ja musiała się nagle zatrzymywać i wracać do stolika. Nie dobrze to wyszło. Moim zdaniem punkt odżywczy powinien być widocznym z daleka by można było się do niego przygotować, zbiec na bok, spokojnie zwolnić (bądź nie), wciągnąć żel. Tym bardziej, że ten punkt akurat był zaraz po trudnym dla większości podbiegu i każdy na niego czekał z uschniętym gardłem. Ostatni punkt o ile przy pierwszej pętli nie miało to dużego znaczenia to na drugiej wydał mi się usytuowany jakoś tak zbyt daleko mety, koło 17 km. Ostatnie 5 kilometrów zwykle jest bardzo trudne i myślę, że przydałby się tam jeszcze jeden punkt z wodą :).

12 kilometr i pałaszowanie czekolady! :)


Ale żeby nie było, że marudzę to generalnie impreza bardzo mi się podobała i uważam, że zrobienie półmaratonu w tak pięknym otoczeniu przyrody to na prawdę wyczyn! I ogromna przyjemność z biegania! Oj tak ja bawiłam się świetnie!!! No i choć nie tak miało być to poprawiłam czas sprzed roku! ;) heh tak jakoś wyszło ;)

Kto jeszcze nie miał okazji pobiec w Parkowym Półmaratonie - szczerze polecam! I może za rok zobaczymy się na starcie! :))

A kto nie czytał a jest ciekawy - TUTAJ relacja sprzed roku!

Wojtek (z nim to nie może być nudno), ja, Paweł (gratulacje - to był rewelacyjny debiut!) i Jacek ( ten to ma powera w nogach!)





4 komentarze :

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!