środa, 28 października 2015

Ubrania do biegania - ja polecam także z Tchibo!

Koszulka z najnowszej kolekcji.
Pamiętacie reklamy w telewizji o ubraniach i innych przedmiotach z Tchibo? I to zdziwienie, że przecież Tchibo to kawa? Swoją drogą całkiem niezła ;). Natomiast ja już od dawna w Tchibo kupuję także ubrania do biegania! Serio! Kiedy przeglądam zdjęcia z zawodów, to na większości z nich mam ubrane czarne spodnie 3/4.... właśnie marki Tchibo! Dlaczego Wam o tym piszę? Bo lubię polecać to co dobre a jednocześnie nie drogie. Jesetem jedną z tych biegaczek, które prócz biegania mają normalne życie! Mam na myśli, niekończące się wydatki na dom i na dzieci. O tak to są studnie bez dna, kochane studnie! ;) Ale ja nie o tym miałam pisać!



Koszulki techniczne to bardzo ważny element naszej biegowej garderoby! Nie powinny obcierać, kręcować ruchów, natomiast powinny przede wszystkim pdprowadzać wilgoć z naszej skóry! O ile w bawełnie można biegać ( bo kto Wam zabroni) na przykład latem, to kiedy robi się chłodno to zdecydowanie nie polecam bawełnianych ubrań biegowych! Przeziębienie gwarantowane! Nie będę Wam tu pisać o właściwościach koszulek technicznych, możecie to sobie wygooglować ;).



Wracając do Tchibo, pierwszą koszulkę techniczną miałam właśnie z Tchibo, pierwsze bluzy do biegania w zimie też! Ba, nawet opaskę na głowę i czapkę miałam z Tchibo. Do dziś to wszystko mam i nadal jest w bardzo dobrym stanie!

Jeśli chcecie więcej poczytać na ten temat odsyłam do wpisu na blogu http://radoscodkrywania.tchibo.pl, oraz na stronę sklepu.
A teraz mały Tchibo przegląd ;) Ubrania na zdjęciach się powtarzają, bluz zimowych nie mam na zdjęciach, ale uwierzcie mi, nadal są jak nowe! :)

Bluza i spodnie

Koszulka

Spodnie


Bluza i spodnie

Spodnie

Spodnie

Te same spodnie

Koszulka ;)

Bluza - mam ją od kilku lat ;) 

sobota, 24 października 2015

Korona Maratonów Polskich - moja droga na tron!

"Hej planuję zrobić Koronę Maratonów Polskich!" - Tak oto zakomunikowała Gosia pewnego wieczoru! No cóż poszłam za ciosem i odparłam - To ja też! :-D

I tak to się zaczęło. Bez wielkich planów, bez większych przemyśleń, ot tak dla kaprysu! Serio, to nie było jakieś moje wielkie marzenie biegowe. Tak właściwie to za bardzo nie znałam wszystkich warunków jakie trzeba spełnić, za to widziałam, że jest WYZWANIE! A co ja nie dam rady?! :-D Znacie to co nie? 


#1 42 Dębno Maraton

Nie myślałam początkowo by zmieścić się z realizacją w rok. Na pierwszy ogień poszło Dębno, bo to najdalej i jak to się mówi żeby było odfajkowane, a że okazało się, że kilkoro znajomych jedzie, to tym bardziej nas tam też nie mogło zabraknąć! Szczerze to miałam ambicję złamać na tym maratonie czwórkę. Ale niestety nie udało mi się dobrze przygotować. Cały pierwszy kwartał roku chorowałam, a w Dębnie leciałam na antybiotykach. To nie mogło się udać! Mimo to ruszyłam w tempie na czas poniżej czwórki. A co tam spróbować mogę! No i próbowanie poszło mi całkiem dobrze... do 24 kilometra. Potem zaczęło wychodzić szydło z worka. Ostatecznie maraton ukończyłam z czasem 04:12:35.
Realcja z Dębna TUTAJ!

środa, 14 października 2015

5/5 16 PKO Poznań Maraton - mój bieg idealny!

UDAŁO SIĘ! ZROBIŁAM TO! KORONA JEST MOJA! No dobrze, ale Wy już o tym wiecie :).
O samej Koronie Maratonów Polskich napiszę w osobnym poście. Teraz chciałabym Wam opisać sam Poznań Maraton a raczej to jak on wyglądał w moich oczach i powiedzmy, że nogach.

Chyba już nie muszę wspominać, że do Poznania pojechałam z Gosią i Piotrem, zawiozła nas moja kochana Mama! Na miejscu a w zasadzie już w Macu koło Wrocławia spotkałam zaprzyjaźnioną ekipę z Gliwic!

Do Poznania dojechaliśmy dość późno. Zostawiliśmy rzeczy w Hostelu Subtella (polecam!), a następnie poszliśmy po pakiety startowe. Jak zawsze podekscytowani przemknęliśmy przez targi! Co tam zakupy, pakiet! No a tam było na bogato! Czekolada, dwa piwa, bidon i ulotki jak zawsze. A to wszystko w mega fajnym worku!

Koszulki pakietowe - reszty zawartości pakietu na zdjęciu nie uwieczniłam ;).

środa, 7 października 2015

4/5 Warszawa mnie rozczuliła! 37 PZU Maraton Warszawski.

Kolejne wyzwanie za mną! A w pamięci jeszcze tak żywe uczucie szczęścia i zadowolenie z walki i jej efektów. Bo kto by się spodziewał, że dwa tygodnie po Maratonie we Wrocławiu poprawię czas na Maratonie w Warszawie???? Ja nie, aczkolwiek ze mną to nigdy nic nie wiadomo!

Pojechałam do stolicy dzień wcześniej. Trochę pozwiedzałam (razem z Gosią i Piotrem), odwiedziłam Centrum Nauki Kopernik, odebrałam pakiet startowy, zjadłam makaron w restauracji, której nazwy nie pamiętam i grzecznie poszłam spać. To tak w skrócie. Ale my skrótów nie lubimy! ;)

Może zacznę od pakietu startowego. Samo wydawanie szło bardzo sprawnie, bez kolejek, bez problemów. Pakiet startowy.... no cóż już sam worek mi się podobał ;). Koszulka spodobała mi się na tyle, że zdecydowałam się w niej pobiec, mimo, że przygotowaną miałam koszulkę NR. Ale to co dostaliśmy po biegu podbiło moje serce!


Jak tylko znaleźliśmy się w okolicy stadionu, atmosfera podniosła nam poziom endorfin! Ech czuć już było to napięcie, podekscytowanie. Wszędzie - na mieście, w metrze - zakamuflowani biegacze - tylko po butach i zegarkach można było ich poznać ;).

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!