poniedziałek, 5 marca 2018

Co z tym moim bieganiem?

Na wstępie pragnę oznajmić, że mam się dobrze! Mimo, że moje bieganie przypomina walkę z prawami grawitacji ciągnącymi mój tyłek w dół, tak mam się dobrze. Pamiętacie mój ostatni bieg na zawodach w Brennej? Jeśli nie, to zapraszam do posta niżej ;). Otóż moje męczenie nóg trwało jeszcze 3 dni po zawodach... korzystając z kilku dni wolnych i pobytu w Wiśle postanowiłam wyciągnąć moją familię na piesze wędrówki. Prócz tego, że to były cudowne chwile... nie licząc marudzenia męża i młodszej latorośli, duma mnie rozpierała, że mój już nie taki mały synek dzielnie pokonywał kolejne kilometry wspinania się. Niestety brane non stop tabletki przeciwbólowe i tony endorfin jakie gromadziłam z każdym górski oddechem spowodowały, że dobiłam swoją piętę do takiego stopnia, że chodzenie stało się walką, w której musiałam w końcu wywiesić białą flagę.






W końcu dotarło do mnie, że żarty się skończyły i czas zacząć leczyć to ustrojstwo na poważnie.
Nie będę Wam pisać szczegółów leczenia ostrogi piętowej, napiszę tylko, że jeśli zacznie się leczenie gdy (jak to lekarz określił) jest to faza początkowa, to można na prawdę wiele zdziałać. Warunek jest jednak jeden!!! Zero biegania i innych form ruchu wymagających skakania i co za tym idzie - dobijania pięty!! Generalnie miałam przykazane chodzenie na zabiegi i rolowanie stopy schłodzoną butelką wódki, albo po wódce - tego właśnie nie jestem pewna! Tak czy siak grzecznie stosowałam to co mi lekarz zalecił. Wyprowadzenie mojej stopy do stanu "budzę się rano i nie boli" trwało jakieś dwa miesiące..... DWA MIESIĄCE NIE TYLKO BEZ BIEGANIA ALE BEZ JAKIEJKOLWIEK AKTYWNOŚCI!  Miałam nakaz ograniczyć także chodzenie i stanie! W pracy jestem na nogach często dwanaście godzin, mój Grześ (ten elektroniczny) krzyczy mi po każdej dniówce, że osiągnęłam cel minimalnej liczby kroków 5800. Więc łatwo nie było.



Powoli wracam do biegania. Noga nie boli. Uraz nie zniknął - zostanie ze mną na zawsze - ale nie ma już stanu zapalnego. Niestety jestem z tych nieszczęśnic co przygarniają każdy kilogram z powietrza. Niestety mój powrót na biegowe ścieżki jest dodatkowo utrudniony, bo o ile nogi powoli wracają do siebie to moja kondycja cofnęła się do czasów picia wina za teatrem (ach to liceum!). Ilość zbędnych kilogramów jak wspomniałam na wstępie skutecznie ciągnie mnie w dół i trzyma za gacie co by się zbytnio nie wyrwać do przodu!

Ale jest też coś pozytywnego w tym wszystkim..... miałam więcej czasu dla bliskich, przestało mnie gryźć sumienie, że nie wyszłam pobiegać bo przecież to tak być nie może, że ja - że nie pobiegam! Serio, po około trzech tygodniach zaczęłam to mieć głęboko w nosie! A co! Takie wakacje, na które nie biorę telefonu służbowego! Jeszcze bardziej poczułam, że ja nic nie muszę (wykluczając pracę, obowiązki domowe itp). Nie muszę biegać, ani nawet mówić o bieganiu, ani pisać o nim. Skoro nie biegam - to nie piszę! Nie będę szukać tematów aby wypełnić lukę, która powstała.. nie będę pisać udając fachowca i radząc jak się ubrać, kiedy biegać czy co jeść - przecież są inni co się na tym lepiej znają! I w ten właśnie sposób powstała ta kilkumiesięczna luka na blogu.... Owszem czasami czułam, że muszę coś napisać, by blog nie umarł śmiercią naturalną, ale po chwili dochodziło do mnie, że NIC NA SIŁĘ!


A dziś wracam do Was z nowym postem bo i do biegania wracam... Celów i planów na rok 2018 nie mam. Nie będę rzucać się z motyką na Słońce bo i poparzyć się nie mam ochoty!
Owszem zapisana jestem na jubileuszową dziesiątą edycję Silesia Marathonu i życzę sobie aby go przebiec :).Cieszę się bardzo, ponieważ ponownie jestem w Teamie Silesia Marathon i w dalszym ciągu gorąco namawiam do wzięcia udziału w maratonie czy półmaratonie. Będę tam z Wami tak jak poprzednio, z tym, że nie mam pojęcia czy jako zawodnik, czy jako kibic! Jak się forma poprawi to pobiegnę, jak nie to zamiast nóg znowu boleć mnie będą dłonie od przybijania piątek! Jak by nie było - BĘDZIE CUDOWNIE!

Ps. Wpadnijcie do mnie na fb i Insta ;) będzie mi bardzo miło!




Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Niech idzie w świat!